poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 21

Witajcie po kolejnej przerwie, tym razem spowodowanej kompletnym brakiem weny na nazwę pojawiającą się na końcu rozdziału. W każdym razie... nie dzieje się tu zbyt wiele, więc mam nadzieję, że nie zawiodłam Was nim zbytnio... Piszcie w komentarzach jak wam się podoba i jakie macie wrażenia, mój nieskończony geniusz wykombinował, jak pozbyć się weryfikacji obrazkowej ^^ Już żaden półmózg nie będzie sprawiał, czy jesteście robotami! ♥ Miłego czytania! :*
                                         *          *           *
  Nie odskoczyliśmy od siebie, tak jak z Harrym. No bo błagam, nie mieliśmy nic do ukrycia, nie robiliśmy nic złego.
- Moglibyście pukać. To nie obora. - powiedziałam nieco zirytowana, nadal leżąc pod chłopakiem. Odwróciłam się do wyjścia. W drzwiach stali Blaise, Ron i cały czerwony ze złości Draco.
- Co on tu robi?! - ryknął zupełnie ignorując to, co powiedziałam.
- Leżę. - wyszczerzył się mój chłopak. Przygotowując się na wybuch złości Tlenionego, wydostałam się z objęć Theodora i stanęłam trochę pomiędzy nimi.
- Przestań Malfoy. Przesadzasz. On nie jest taki zły. A poza tym... - złapałam Ślizgona, który stanął teraz obok mnie za rękę. - jesteśmy razem.
- Czyś ty do reszty zwariowała?! - nie spodziewałam się nawet, że Smok potrafi tak ryknąć. - To jest podstępny szczur! Nie jest ciebie wart. Nie powinnaś nawet na niego spojrzeć, a co dopiero... Masz go zostawić, Evans. Przez niego będą same problemy! - prychnęłam.
- Oj, zamknij się, Malfoy. Nie jesteś moim ojcem. Zaparz sobie jakieś ziółka na uspokojenie i to zaakceptuj.
- Haha. Tak, Smoku, zluzuj portki. - Diabeł mnie poparł, za co byłam mu wdzięczna.
- A tak właściwie to po co tu przyszliście? - zapytałam.
- Mamy dla ciebie supriiiise! - zaśpiewał Blaise.
- Ale ty nie idziesz z nami. - Malfoy złowieszczo zwrócił się do Notta. - I gwarantuję ci, że jeżeli skrzywdzisz moją małą siostrzyczkę, to tak ci obiję tę twoją śliczną twarzyczkę, że madame Nott cię nie pozna. A do tego przypomnę, że znam całkiem sporo bolesnych zaklęć.
- Pomogę! - zaoferował się nagle Ron.
- A ja to udokumentuję! Co jak co, ale zdjęcia umiem robić całkiem, całkiem. - dorzucił Blaise.
    Westchnęłam. Chłopcy na swój własny, pokrętny sposób powiedzieli chyba właśnie coś w stylu "witaj w rodzinie"...
- To jak? Idziemy? - zapytałam, chcąc jak najszybciej zakończyć tą niezręczną sytuację.
Wyszliśmy z mojego pokoju. Odwróciłam się do Theo.
-Zobaczymy się później, OK? - uśmiechnęłam się, dodając nieme przepraszam. Nic nie powiedział, tylko pocałował mnie.
- Ugh. Powiedziałbym, żebyście wynajęli sobie pokój, gdybym nie wiedział, że oberwę od Smoka. - Diabeł stał i się szczerzył. Pokazałam mu język. Opuściliśmy pokój wspólny Slytherinu i ruszyliśmy korytarzem. Po kilku minutach doszliśmy do Pokoju Życzeń.
- Och, chłopcy! Wasza nowa sypialnia! - zaśmiałam się na wspomnienie fragmentów dnia wczorajszego. - Ja jż chyba nawet nie będę wnikać co się tam działo, gdy sobie poszłam...
- No. Lepiej nie. Sama rozumiesz, od zawsze gustowałem w rudych. - Brunet się wyszczerzył. Zachichotałam pod nosem.
- A Ginny na to...?
- Och wiesz. Wszystko zostało w rodzinie. - rzucił Ron, a ja wybuchnęłam niepowstrzymywanym śmiechem.
   Weszliśmy do wielkiej, pełnej instrumentów sali, urządzonej w podobnym stylu, co klasy na górnym piętrze. Z tym, że ta była jakby... do muzyki. Z boku stała nawet niewielka scena, a poza nią było tu wszelkie wyposażenie muzyczne o jakim tylko mogłam zamarzyć. Rozejrzałam się wokoło z uśmiechem na twarzy.

- Fajnie, nie? - chłopcy się uśmiechali promiennie. Pokiwałam tylko głową. - To super i w ogóle, ale teraz siadaj. - Blaise podsunął mi krzesło i posadził na nim delikatnie. 
- Hej! Co wy robicie!? - zdziwiłam się. 
- To nie koniec niespodzianki. - wytłumaczył mi Draco. Nadal był odrobinę spięty, ale uspokoił się. To fakt, nie był zadowolony z mojej relacji z Nottem, ale cieszył się, że nie będę już cierpieć po dupkowatym Harrym, który mnie olał. 
   Usiadłam grzecznie na krześle, a przyjaciele złapali instrumenty i wbiegli na scenę. Zabini zasiadł przy perkusji, Ron złapał basówkę, a Draco gitarę. Zaczęli grać, co wywołało na mojej twarzy szeroki uśmiech. Kuzynek nachylił się nad mikrofonem i zaśpiewał:
  She watches the darkness creep in, oh
Come by an half past day
She sits by the weeping willow
Sad that she can't relay
She dreams of someday getting out of this place
She said she's never felt at home
Even in her own face.

Uśmiechnęłam się. kontekst coś jakby znajomy... W ostatnich dniach czułam się właśnie jak dziewczyna z piosenki.
I know it won't be long
Until you turn to a butterfly
I know you're weak and you're hanging on
Go give it another try.

Uderzyli ostatni raz w instrumenty i  muzyka zamilkła. Uśmiechnęłam się delikatnie. Ta piosenka była taka.... o mnie z ostatnich dni. To słodkie. 
- No ja widzę, że jesteście całkiem niezłym, zgranym zespołem. - powiedziałam, gdy chłopcy podeszli bliżej. 
- Bing. - zupełnie nieskromnie wyszczerzył się Blaise. Ale, by być debeściakami brakuje nam jednej rzeczy. A właściwie osoby, dla której się zrzeszyliśmy. - uniosłam pytająco brew. - Naszej wielkiej Bogini Muzyki. - zaczął teraz trochę przeginać z opisem, jak zwykle próbując być śmieszny. I, szczerze mówiąc, wychodziły mu te próby. Nasz kochany półmózg był w pełni zabawnym człowiekiem. 
- Och, doprawdy? I któż to jest tym waszym bogiem? - zaśmiałam się. 
- Jak to kto? No ty przecież! - odparli nierównym chórem. Zrobiłam wielkie oczy. Zdziwiłam się na poważnie. No ja wiem, że mam nieprawdopodobny talent, ale bez przesady... 
- Wstąp do naszego zespoły i pokieruj zbłąkanymi owieczkami. - Draco zrobił słodkie oczy. Parsknęłam niekontrolowanym śmiechem.
- Smoku na mnie nie działają te twoje sztuczki. - uśmiechnęłam się uroczo. - Z tymi oczami wyglądasz jak bezdomny pies proszący o kasę na procenty dla jego pana. - Zmarszczył brwi, próbując zrozumieć mój tok rozumowania, ale trochę to niemożliwe. 
- Tak, Smoku, nie rób takich oczu. Jeszcze nam cię tu jakiś hycel zaatakuje. - rzucił któryś z chłopców, wywołując ogólną radość u wszystkich z wyjątkiem samego zainteresowanego, który zmarszczył groźnie brwi. 
- I kto tu ma leczyć mózg? - rzuciłam z politowaniem. Cała trójka uśmiechnęła się szeroko. 
- To jak? Jesteś z nami? - popatrzyłam na nich. Z tymi żałosnymi minkami wyglądali jakby naprawdę potrzebowali pomocy. Najlepiej psychiatrycznej, ale to już nie moja działka. Od tego już niestety nikt już nie może ich uratować. 
- Och, OK. - powiedziałam. - cieszcie się, że macie boginię w zespole. A tak właściwie, to jak będziemy się nazywać? - poruszyłam wyjątkowo ważny temat. 
- Ja mam super pomysł! - ożywił się Diabeł. Spojrzeliśmy na niego zdziwieni. Ten odchrząknął, stworzył chwilę napięcia, po czym wyrzucił z siebie - Blaise. - zaśmialiśmy się wszyscy wesoło.
- Nie ma mowy! - krzyknęliśmy chórem. Przez następne kilka minut rzucaliśmy idiotycznymi nazwami od "Piekielnych ogarów" po " Wojowniczych Pacyfistów". W końcu zupełnie zrezygnowana i bez przekonania zapytałam: 
- A może.... "Hope&chłopcy sp. z ł.o".....? - przyjaciele uśmiechnęli się. 
- Nie dość, że boginka, to jeszcze geniusz! - krzyknął Ron. - Hogwarcie, przygotuj się Hope&chłopcy spółka zło nadciągają!!

2 komentarze:

  1. Hej, bratnia duszyczko:)
    Na sam początek powiem, ze jestem cholernie zła, bo blogger zjadł mi mój wyczerpująco długi komentarz:/
    Trafiłam na twojego bloga, poprzez link widniejący w twoim opisie na asku. Weszłam i znalazłam sie na dobrze mi znanych wodach potterowskiej fantastyki.
    Piszesz dobrze. Nie fantastycznie ale dobrze. Widać ze jestes początkującą autorką, ale masz potencjał. Zauważyłam trochę błędów. Głównie stylistycznych i interpunkcyjnych. Przydałaby ci się osoba, która ogarnęłyby tekst, przed jego opublikowaniem.
    Twój pomyśl na to opowiadanie jest oryginalny, ale nie mogę oprzeć sie wrażeniu ze gdzieś już czytalam coś takiego...
    Masz sliczny szablon, ale pelno w nim niedoróbek, zwłaszcza w nagłówku. Moglabym, jeżeli oczywiscie chcesz, wyciagnac pomocna dłoń w tym temacie. Trochę babram sie w grafice komputerowej, wiec wiem co i jak ;D
    Ach... Poprzedni komentarz byl zdecydowanie dluzszy, ale nie wiem juz o czym w nim pisalam.

    Zycze ci dużo weny, cierpliwosci i czasu.
    Pisz dalej!

    Insanis vel. Hitomi

    Sayo~:)

    OdpowiedzUsuń
  2. COOOOOOOOOOOO to nie ma następnego rozdziału?!?!?!? ajajajajaj będę gryzł no sory ale jak czeba to czeba. Pisz pisz bo teraz to se mogę poczytać za free a za parę lat to się będzie trzeba wykosztować na twoje książki. Ale chciałbym zauważyć że o czymś zapominałaś.
    A KOTEK SNAKE???????? gdzie jest kot? ocena 5. jedyne obiekcje to nazwa zespołu, ja osobiście jak jestem namawiany na koncerty i słyszę takie nazwy mówię"NIE" najlepsze są krótkie i rzeczowe. Np :metallica czy accept.

    OdpowiedzUsuń