Hej! Wiem, że po długiej przerwie, ale wracam z kolejnym rozdziałem! Niektóre mamy określiłyby go mianem 12+... :D
A dodatkowo już było tu trochę o Theodorze Nottcie, prawda? :) no cóż... wybaczcie, jeśli się to wam nie spodoba, ale NIECO zmieniłam jego wygląd... zdjęcie macie na końcu rozdziału ( który, mam nadzieję, się wam spodoba! )
A co do rozdziału to mogę powiedzieć tylko tyle, że to mały zwrot akcji w prywatnych sprawach... :)
No i piszcie oczywiście jak wrażenia! :*
* * *
A dodatkowo już było tu trochę o Theodorze Nottcie, prawda? :) no cóż... wybaczcie, jeśli się to wam nie spodoba, ale NIECO zmieniłam jego wygląd... zdjęcie macie na końcu rozdziału ( który, mam nadzieję, się wam spodoba! )
A co do rozdziału to mogę powiedzieć tylko tyle, że to mały zwrot akcji w prywatnych sprawach... :)
No i piszcie oczywiście jak wrażenia! :*
* * *
Obudziło mnie głośne łomotanie do drzwi. Jęknęłam cicho, łapiąc się za głowę. Każdy dźwięk był spotęgowany. Nie miałam zamiaru wpuszczać natręta do środka, ale zapukał znowu. Stwierdziłam więc z niezadowoleniem, że muszę spławić go RĘCZNIE. Najlepiej łopatologicznie wyjaśnię mu, iż przeszkadza mi w bardzo ważnych zajęciach. Otworzyłam oczy. Wszystkie barwy były przyduszone. Moja głowa pulsowała tępym bólem. Niechętnie zwlekłam się z łóżka i otworzyłam. Na progu stał ktoś, kogo spodziewałam się najmniej.
- Theodor?! Co ty tu robisz? - zdziwiłam się na widok Notta.
- No cześć, myszko. Wpuścisz mnie? - wyszczerzył się szelmowsko.
- No jeśli nie będziesz próbował mnie znowu zgwałcić, to jasne. Tylko cicho. Kac morderca mnie zaatakował. - wpuściłam go.
- Hope... zrozum mnie. Nie chciałem cię skrzywdzić, nie wiem co mnie napadło. Miej wyrozumiałość... - zaczął od progu się tłumaczyć.
- Wybacz, ale nie umiem być życzliwa, wyrozumiała i trzeźwa jednocześnie. A poza tym wczoraj też nie byłeś święty. - pokręciłam głową. Jak ja miałam zapomnieć o tym chamstwie, które mu towarzyszyło przez cały ten czas...? Ale musiałam przyznać, że mimo wszystko miałam do niego słabość. Czy to głupie? Jeździł po mnie, przezywał, próbował zgwałcić, a ja mimo wszystko miękłam na jego widok.
- Tak, wiem. Nie byłem wobec Ciebie w porządku, ale... - zaczął rozemocjonowany, lecz nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Ciiii... - uciszyłam go. - głowa rozpada mi się na pół. Nie krzycz tak. - chłopak uśmiechnął się i wyciągnął coś zza pleców.
- Aby kaca nie mieć, pijana zostać musisz. - potrząsnął butelką Ognistej. - Jako odtrutka dobra... wódka? Sorry, nie jestem w te klocki tak dobry jak Zabini. - zaśmiałam się, ale natychmiast tego pożałowałam, gdy kolejna fala pulsującego bólu przecięła moją czaszkę.
- Ne, dzięki. Już mi wystarczająco bardzo umieram. - jęknęłam.
- Hej. Zaufaj mi. Wim, co mówię. - uniosłam brwi.
- Och, czyżby Theodor Nott stał właśnie w moim dormitorium, proponował pomoc i prosił o zaufanie? Doprawdy, toż to prawdziwy cud! - powiedziałam na pozór sarkastycznie, ale w rzeczywistości także trochę na poważnie.
- Hej! Nie czepiaj się mnie. Chcę pogadać. - już nie żartował.
- Eee... a pozwolisz, że najpierw szybko się ogarnę? Głupio mi tak paradować w piżamie. - przystał na moją prośbę. Złapałam z szafy jakieś ciuchy i weszłam do łazienki. - Rozgość się! - krzyknęłam jeszcze, przysparzając sobie kolejnego cierpienia. Skrzywiłam się. Nalałam sobie wody do wanny i wykąpałam szybko. Wyszłam z wanny, wytarłam się, założyłam bieliznę i zaczęłam wciągać na siebie ubrania. Przejrzałam się w lustrze. Miałam na sobie żółtą, luźną bokserkę, czarne, postrzępione, krótkie spodenki i żółte szpilki. Mimo mojego stanu, nie miałam ochoty opatulać się dresem lub długimi spodniami. A w zamku było ciepło.Wsunęłam dodatkowo na rękę trzy czarne, grube bransolety. Za pomocą magii wysuszyłam i ułożyłam włosy, zrobiłam makijaż i pomalowałam paznokcie pod kolor bluzki.
Umyłam jeszcze zęby i po około 20 minutach siedzenia w łazience, mogłam wyjść. Czułam się już odrobinę lepiej.
Zastałam chłopaka wylegującego się na moim łóżku i przeglądającego książkę, którą poprzedniego dnia porzuciłam na stoliku.
- Jesteś arystokratką i czytasz mugolskie książki? - zapytał pretensjonalnie. Wzruszyłam ramionami.
- Wychowałam się na nich. A poza tym są naprawdę fajne. - usiadłam na łóżku, naprzeciw niego, po turecku.
- To o czym chciałeś pogadać? - byłam naprawdę ciekawa. Chłopak nalał Ognistej do dwóch szklanek i wręczył mi jedną. Pociągnęłam zdrowy łyk, dzięki któremu ból zmalał. Grunt, to żeby znowu się nie upić, bo kac powróci...
- No więc... Już ci mówiłem, że żałuję tego, co było, prawda? - skinęłam głową, nie za bardzo wiedząc do czego zmierza. - Bo wiesz... ja... chyba ja... ja chyba coś do ciebie czuję. - wyrzucił z siebie i aby ukryć uczucia, towarzyszące tym słowom, napił się Whisky. Zamrugałam gwałtownie.
- Kpisz sobie?! - zapytałam niepewna.
- Nie! - zaprzeczył z oburzoną miną. Nie wiedziałam ci na to odpowiedzieć, więc milczałam przez dłuższą chwilę.
- Ale naprawdę?! - wybuchnęłam. Pokiwał głową.
Sama nie wiedziałam co o tym myśleć. Nie miałam pojęcia co powiedzieć. Jejku to wszystko było takie dziwne! Nagle, nie wiedzieć czemu, przed oczami pojawił mi się obraz Cho siedzącej okrakiem na kolanach Harry'ego i całującej go namiętnie. Pokręciłam głową. W tamtej chwili to ja chciałam być na jej miejscu. Ale nie! To nie miało przyszłości.
Spojrzałam dużymi oczami na Notta. Wyrządził mi naprawdę dużą krzywdę. Wtedy w korytarzu Gryfonów, potem, gdy mnie obrażał. Przez niego ujawniłam kim jestem. Teraz siedział najspokojniej w świecie na moim łóżku i popijał Ognistą. Czułam, że się łamię, że mu przebaczam. Mimo wszystko miałam do niego irracjonalną słabość od tego momentu, gdy przedstawił się mi w Wielkiej Sali, gdy tylko trafiłam do Slytherinu.
Zagryzłam wargę. Co z tym fantem zrobić...?
- Och Hope... Nie opieraj mi się. Wiem,że mnie pragniesz. Przecież nie jestem gorszy od tego Pottera. - wyrzucił nazwisko Wybrańca zjadliwym tonem. Poczułam, że się rumienię. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, że ktokolwiek zwrócił uwagę na sprawę pomiędzy mną a Harrym. A przecież wszyscy wiedzieli o naszym pocałunku. Lavender się o to postarała. Spuściłam wzrok.
- To jak? Dasz się bliżej poznać? - poruszył porozumiewawczo brwiami i wyszczerzył się. Może i jestem jakaś wypaczona na umyśle, ale skojarzyło mi się to z jednym.
- O nie, zapomnij! Na razie żadnego seksu! - powiedziałam nieco głośniej.
- Och. No tak. Przecież głowa cię boli. - zachichotał ze swojego żartu. - To jak? Już Okay?
- Tak... OK. - powiedziałam wolno.
- Więc Hope... Czy zechciałabyś być moją dziewczyną? - na mojej twarzy wykwitł szeroki uśmiech.
- Owszem. Chętnie. Mój chłopaku. - Theo pochylił się lekko i delikatnie mnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek. Oderwaliśmy się od siebie po chwili. Uśmiechnęłam się szeroko i włączyło mi się coś, co Ginny i Blaise nazwali by syndromem cieszyjapy.
Zaczęliśmy rozmawiać o innych rzeczach. Theodor "łaskawie" pomagał mi się wyleczyć z kaca. W końcu przypomniało mi się, że dziś jest niedziela, a na jutro mamy całą stertę pracy domowej. Wyciągnęłam pergaminy, pióro, usiadłam na podłodze i zaczęłam pisać esej na historię magii.
- Hope...? - chłopak patrzył na mnie oczami szczeniaczka.
- Nie! - zaśmiałam się. Już wiedziałam o co mu chodzi.
- No weź... no proszę... - zamrugał powiekami.
- Nie dam ci spisać! - zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, leżałam pod nim. Skradł mi buziaka, a ja pokręciłam przecząco głową. - Nie-e! - zapiałam. Złapał mnie jedną ręką, żebym się nie wyrywała, a drugą zaczął łaskotać po żebrach. Zaśmiałam się jak opętana.
- Nie! - piszczałam, śmiejąc się do łez. - Poddaję się! - krzyknęłam. - mogę ci ewentualnie pomóc! Ale nie napiszę za ciebie! - przestał mnie łaskotać, ale nadal na mnie leżał.
- Dziękuję. - powiedział. Popatrzyłam mu w oczy i trwaliśmy tak przez chwilę. A potem powoli nachylił się nade mną i pocałował delikatnie i czule. Uśmiechnęłam się, nie odrywając ust od jego warg. Całowaliśmy się tak przez dłuższą chwilę. W pewnym momencie coś w nas drgnęło. Pogłębiliśmy pocałunek. Zaczęliśmy ciężej oddychać. Stało się bardziej namiętnie. Chłopak przygryzł moją wargę, a ja jęknęłam cicho. Oplotłam go nogami w pasie, zrzucając szpilki. Wsunęłam mu ręce pod koszulkę i zaczęłam drażnić brzuch i plecy. Z jego gardła wyrwał się miły pomruk zadowolenia. Jedną rękę wplótł mi we włosy, a drugą pod bluzkę, pieszcząc mój brzuch i piersi, przyprawiając mnie tym samym o drżenie przyjemności. Przyspieszyło mi tętno i zaczęłam całować go jeszcze żarliwiej. Zrobiło mi się niesamowicie gorąco. Oboje niemalże dyszeliśmy. Prawą ręką zaczęłam siłować się z jego koszulką, z całych sił pragnąc się jej pozbyć.
- Jesteś niesamowita. - zaśmiał się cicho, rozpinając mi stanik jedną ręką. Objął dłonią moją nagą pierś, wydobywając ze mnie kolejny jęk.
- Tak jak ty. - odparłam. Już prawie uporałam się z jego T-shirtem. Nagle otworzyły się drzwi.Opadłam zirytowana na podłogę. Spojrzałam na chłopaka i zaklęłam pod nosem, a potem krzyknęłam w kierunku drzwi: - Czy ta pieprzona historia musi tak lubić zataczać koło?!
- Theodor?! Co ty tu robisz? - zdziwiłam się na widok Notta.
- No cześć, myszko. Wpuścisz mnie? - wyszczerzył się szelmowsko.
- No jeśli nie będziesz próbował mnie znowu zgwałcić, to jasne. Tylko cicho. Kac morderca mnie zaatakował. - wpuściłam go.
- Hope... zrozum mnie. Nie chciałem cię skrzywdzić, nie wiem co mnie napadło. Miej wyrozumiałość... - zaczął od progu się tłumaczyć.
- Wybacz, ale nie umiem być życzliwa, wyrozumiała i trzeźwa jednocześnie. A poza tym wczoraj też nie byłeś święty. - pokręciłam głową. Jak ja miałam zapomnieć o tym chamstwie, które mu towarzyszyło przez cały ten czas...? Ale musiałam przyznać, że mimo wszystko miałam do niego słabość. Czy to głupie? Jeździł po mnie, przezywał, próbował zgwałcić, a ja mimo wszystko miękłam na jego widok.
- Tak, wiem. Nie byłem wobec Ciebie w porządku, ale... - zaczął rozemocjonowany, lecz nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Ciiii... - uciszyłam go. - głowa rozpada mi się na pół. Nie krzycz tak. - chłopak uśmiechnął się i wyciągnął coś zza pleców.
- Aby kaca nie mieć, pijana zostać musisz. - potrząsnął butelką Ognistej. - Jako odtrutka dobra... wódka? Sorry, nie jestem w te klocki tak dobry jak Zabini. - zaśmiałam się, ale natychmiast tego pożałowałam, gdy kolejna fala pulsującego bólu przecięła moją czaszkę.
- Ne, dzięki. Już mi wystarczająco bardzo umieram. - jęknęłam.
- Hej. Zaufaj mi. Wim, co mówię. - uniosłam brwi.
- Och, czyżby Theodor Nott stał właśnie w moim dormitorium, proponował pomoc i prosił o zaufanie? Doprawdy, toż to prawdziwy cud! - powiedziałam na pozór sarkastycznie, ale w rzeczywistości także trochę na poważnie.
- Hej! Nie czepiaj się mnie. Chcę pogadać. - już nie żartował.
- Eee... a pozwolisz, że najpierw szybko się ogarnę? Głupio mi tak paradować w piżamie. - przystał na moją prośbę. Złapałam z szafy jakieś ciuchy i weszłam do łazienki. - Rozgość się! - krzyknęłam jeszcze, przysparzając sobie kolejnego cierpienia. Skrzywiłam się. Nalałam sobie wody do wanny i wykąpałam szybko. Wyszłam z wanny, wytarłam się, założyłam bieliznę i zaczęłam wciągać na siebie ubrania. Przejrzałam się w lustrze. Miałam na sobie żółtą, luźną bokserkę, czarne, postrzępione, krótkie spodenki i żółte szpilki. Mimo mojego stanu, nie miałam ochoty opatulać się dresem lub długimi spodniami. A w zamku było ciepło.Wsunęłam dodatkowo na rękę trzy czarne, grube bransolety. Za pomocą magii wysuszyłam i ułożyłam włosy, zrobiłam makijaż i pomalowałam paznokcie pod kolor bluzki.
Umyłam jeszcze zęby i po około 20 minutach siedzenia w łazience, mogłam wyjść. Czułam się już odrobinę lepiej.
Zastałam chłopaka wylegującego się na moim łóżku i przeglądającego książkę, którą poprzedniego dnia porzuciłam na stoliku.
- Jesteś arystokratką i czytasz mugolskie książki? - zapytał pretensjonalnie. Wzruszyłam ramionami.
- Wychowałam się na nich. A poza tym są naprawdę fajne. - usiadłam na łóżku, naprzeciw niego, po turecku.
- To o czym chciałeś pogadać? - byłam naprawdę ciekawa. Chłopak nalał Ognistej do dwóch szklanek i wręczył mi jedną. Pociągnęłam zdrowy łyk, dzięki któremu ból zmalał. Grunt, to żeby znowu się nie upić, bo kac powróci...
- No więc... Już ci mówiłem, że żałuję tego, co było, prawda? - skinęłam głową, nie za bardzo wiedząc do czego zmierza. - Bo wiesz... ja... chyba ja... ja chyba coś do ciebie czuję. - wyrzucił z siebie i aby ukryć uczucia, towarzyszące tym słowom, napił się Whisky. Zamrugałam gwałtownie.
- Kpisz sobie?! - zapytałam niepewna.
- Nie! - zaprzeczył z oburzoną miną. Nie wiedziałam ci na to odpowiedzieć, więc milczałam przez dłuższą chwilę.
- Ale naprawdę?! - wybuchnęłam. Pokiwał głową.
Sama nie wiedziałam co o tym myśleć. Nie miałam pojęcia co powiedzieć. Jejku to wszystko było takie dziwne! Nagle, nie wiedzieć czemu, przed oczami pojawił mi się obraz Cho siedzącej okrakiem na kolanach Harry'ego i całującej go namiętnie. Pokręciłam głową. W tamtej chwili to ja chciałam być na jej miejscu. Ale nie! To nie miało przyszłości.
Spojrzałam dużymi oczami na Notta. Wyrządził mi naprawdę dużą krzywdę. Wtedy w korytarzu Gryfonów, potem, gdy mnie obrażał. Przez niego ujawniłam kim jestem. Teraz siedział najspokojniej w świecie na moim łóżku i popijał Ognistą. Czułam, że się łamię, że mu przebaczam. Mimo wszystko miałam do niego irracjonalną słabość od tego momentu, gdy przedstawił się mi w Wielkiej Sali, gdy tylko trafiłam do Slytherinu.
Zagryzłam wargę. Co z tym fantem zrobić...?
- Och Hope... Nie opieraj mi się. Wiem,że mnie pragniesz. Przecież nie jestem gorszy od tego Pottera. - wyrzucił nazwisko Wybrańca zjadliwym tonem. Poczułam, że się rumienię. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, że ktokolwiek zwrócił uwagę na sprawę pomiędzy mną a Harrym. A przecież wszyscy wiedzieli o naszym pocałunku. Lavender się o to postarała. Spuściłam wzrok.
- To jak? Dasz się bliżej poznać? - poruszył porozumiewawczo brwiami i wyszczerzył się. Może i jestem jakaś wypaczona na umyśle, ale skojarzyło mi się to z jednym.
- O nie, zapomnij! Na razie żadnego seksu! - powiedziałam nieco głośniej.
- Och. No tak. Przecież głowa cię boli. - zachichotał ze swojego żartu. - To jak? Już Okay?
- Tak... OK. - powiedziałam wolno.
- Więc Hope... Czy zechciałabyś być moją dziewczyną? - na mojej twarzy wykwitł szeroki uśmiech.
- Owszem. Chętnie. Mój chłopaku. - Theo pochylił się lekko i delikatnie mnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek. Oderwaliśmy się od siebie po chwili. Uśmiechnęłam się szeroko i włączyło mi się coś, co Ginny i Blaise nazwali by syndromem cieszyjapy.
Zaczęliśmy rozmawiać o innych rzeczach. Theodor "łaskawie" pomagał mi się wyleczyć z kaca. W końcu przypomniało mi się, że dziś jest niedziela, a na jutro mamy całą stertę pracy domowej. Wyciągnęłam pergaminy, pióro, usiadłam na podłodze i zaczęłam pisać esej na historię magii.
- Hope...? - chłopak patrzył na mnie oczami szczeniaczka.
- Nie! - zaśmiałam się. Już wiedziałam o co mu chodzi.
- No weź... no proszę... - zamrugał powiekami.
- Nie dam ci spisać! - zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, leżałam pod nim. Skradł mi buziaka, a ja pokręciłam przecząco głową. - Nie-e! - zapiałam. Złapał mnie jedną ręką, żebym się nie wyrywała, a drugą zaczął łaskotać po żebrach. Zaśmiałam się jak opętana.
- Nie! - piszczałam, śmiejąc się do łez. - Poddaję się! - krzyknęłam. - mogę ci ewentualnie pomóc! Ale nie napiszę za ciebie! - przestał mnie łaskotać, ale nadal na mnie leżał.
- Dziękuję. - powiedział. Popatrzyłam mu w oczy i trwaliśmy tak przez chwilę. A potem powoli nachylił się nade mną i pocałował delikatnie i czule. Uśmiechnęłam się, nie odrywając ust od jego warg. Całowaliśmy się tak przez dłuższą chwilę. W pewnym momencie coś w nas drgnęło. Pogłębiliśmy pocałunek. Zaczęliśmy ciężej oddychać. Stało się bardziej namiętnie. Chłopak przygryzł moją wargę, a ja jęknęłam cicho. Oplotłam go nogami w pasie, zrzucając szpilki. Wsunęłam mu ręce pod koszulkę i zaczęłam drażnić brzuch i plecy. Z jego gardła wyrwał się miły pomruk zadowolenia. Jedną rękę wplótł mi we włosy, a drugą pod bluzkę, pieszcząc mój brzuch i piersi, przyprawiając mnie tym samym o drżenie przyjemności. Przyspieszyło mi tętno i zaczęłam całować go jeszcze żarliwiej. Zrobiło mi się niesamowicie gorąco. Oboje niemalże dyszeliśmy. Prawą ręką zaczęłam siłować się z jego koszulką, z całych sił pragnąc się jej pozbyć.
- Jesteś niesamowita. - zaśmiał się cicho, rozpinając mi stanik jedną ręką. Objął dłonią moją nagą pierś, wydobywając ze mnie kolejny jęk.
- Tak jak ty. - odparłam. Już prawie uporałam się z jego T-shirtem. Nagle otworzyły się drzwi.Opadłam zirytowana na podłogę. Spojrzałam na chłopaka i zaklęłam pod nosem, a potem krzyknęłam w kierunku drzwi: - Czy ta pieprzona historia musi tak lubić zataczać koło?!

:Woooooow :D hmm....mrrr....namiętnie ;*
OdpowiedzUsuńnieeee...wcaaaleee...żadnego seksu... Skąd....ja?....nie..... Parę minut-godzin później... Pocałunki, pieszczoty... Kto wie do czego by doszło gdyby nie ten ,,ktoś'' za drzwiami... A swoją drogą to Hope powinna zacząć zamykać drzwi zaklęciami... W końcu od czego czarodzieje mają różdżki??? (bez podtekstów! :D) Rozdział ciekawy, bo Hope ma chłopaka! :D HURRAAAA! A swoją drogą to spodobał mi się zwrot
Zamykać będzie... jeszcze nie teraz. XD I to okaże się jej zgubą...
UsuńSzczerze mówiąc ten rozdział był w wersji roboczej bez tej całej namiętności, ale jak go wstawiałam, to tak jakoś mnie natchnęło... :D
Natchnienie ^^... Aaaaaa! Teraz tak to się nazywa!!! Rozuuuuuumieeem :D No taaaak natchnienie... Zapamiętam xD (nie no oczywiście nie miałaś nic takiego na myśli... Nie no skąd.... :D) właśnie to mi się podoba w takich opowiadaniach, bo w każdym opowiadaniu, w poszczególnych postaciach jest jakaś cząstka samej siebie (czyt. AUTORKI/A) Normalnie niczym horkruksy :D tak wogóle.... To ile Hope ma lat? 16 no nie? Bo ja już się pogubiłam :) ale chyba szesnaście... No w każdym razie- w sumie dobrze, że ,,ktoś'' im przeszkodził, bo kto wie jak to by się skończyło... ;) (mrrr...=^.^=) Apropos drzwi... Dobrze, że Hope je wogóle ma, bo bynajmniej słychać, że ktoś im przeszkodził, a takto by ktoś sobie stanął i patrzył jak ona... YHYM!, YHYM! Z ... ,,Teosiem!'' :D Hopie i Teoś :D (ale mi odbija w nocy!)
Usuńno dobra! Łap wenę, a twojego bloga zrecenzuję w tym tygodniu (na pewno) bo mam dużo do roboty i zanim to opublikuję gdziekolwiek to dam ci przeczytać :)
Pozdrówko
~Twoja Mentorka ;*
dziękuję :* Ostatnio musiałam troszkę poprawić (niedobra ja) i postarzyć Hope. Aby wszystko się ładnie zgrało z dalszym ciągiem opowiadania (o ile ktoś będzie chciał czytać kolejne części :D) tak więc: Hope jest w szóstej klasie, co znaczy, że latek ma jakieś 18-19... O.o troszkę się postarzała, ale co tam, ważne na ile lat się czujemy, a nie ile mamy !
Usuń(je*any telefon!!!) spodobał mi się syndrom cieszyjapy :D to było the best :D nowy Teo jest fajny ;)
OdpowiedzUsuńNo rozdział jest na 5+ :D
(dlaczego nie 6? Bo na 6 to umie tylko Pan Bóg xD)
Pozdrawiam i życzę weny
~Twoja Mentorka
P.s.Sorki za ,,rozbity'' kometarz, ale telefon szwankuje ;/
p.s. 2 co ty na to, abym udst. Adres tw bloga na moich fp? No wiesz... Adres krótki opis (nie za długi, aby podsycic ciekawość xD) i już? Hm? Zgodzisz się?
Theo na nagłówku XD
UsuńNo pewnie, że się zgodzę! Nawet nie wiesz jak mi miło, że ci się podoba i wgl... :3
Ty jesteś aż natto romantyczna ;D
OdpowiedzUsuńale nie wiem czy ty piszesz romans czy już hentai.