"Witajcie! Po raz kolejny uraczę Was małą przedmową, choć pewności nie mam, czy choć trochę je lubicie. Cóż... mam nadzieję, że raczej tak, bo przedmowa to coś tylko i wyłącznie ode mnie. Bez żadnego stawania się Hope i myślenia jak ona... Chyba zaczęłam mówić od rzeczy...! O.o Więc: tym o czym chciałam Wam powiedzieć w tym przydługim już wstępie jest pewien dość znaczący fakt. A mianowicie: "Uchuchu... Akcja zaczyna się zagęszczać!". Od tej pory niestety ( a może stety ?!?!! ) raczej nic nie będzie jak na początku... Więc mam nadzieję, że spodoba się Wam mój pomysł na to co będzie się tu działo. A warto na pomknąć, że wkrótce straszne rzeczy będą dziać się w Naszym świecie...
Zapraszam więc do czytania i... tak! Komentowania! Nie musicie mieć założonego konta. Dla Was napisanie czegoś na temat treści to dosłownie chwilka, mnie z kolei naprawdę daje wenę i pomaga pisać. Pomaga rozwinąć opowieść. :3
* * *
Ten rozdział chciałabym zadedykować mojej mentorce,"Pannie Weasley". Dziękuję za dobre rady, wsparcie, za to, że jesteś tu ze mną od początku i wgl. za wszystko. Jesteś wspaniała! :*
Zapraszam więc do czytania i... tak! Komentowania! Nie musicie mieć założonego konta. Dla Was napisanie czegoś na temat treści to dosłownie chwilka, mnie z kolei naprawdę daje wenę i pomaga pisać. Pomaga rozwinąć opowieść. :3
* * *
Ten rozdział chciałabym zadedykować mojej mentorce,"Pannie Weasley". Dziękuję za dobre rady, wsparcie, za to, że jesteś tu ze mną od początku i wgl. za wszystko. Jesteś wspaniała! :*
Dudniąca muzyka zalewała pokój. Było słychać harmider głosów i pijackich pogadanek Ślizgonów. Słowa piosenki mnie zalewały.
Light up, don't know how I did it right from the beginning, my head's kinda spinning
Light up, I won't be forgiven, my life is forbidden, they say it's a miracle
Sometimes I don't even know if I'm wrong or right
I try to drown the sorrow that surfaces every night
I'm moving at a speed that makes everybody look slow
What happens if I let it go?
Light up, I won't be forgiven, my life is forbidden, they say it's a miracle
Sometimes I don't even know if I'm wrong or right
I try to drown the sorrow that surfaces every night
I'm moving at a speed that makes everybody look slow
What happens if I let it go?
Zaskakujące jak taki życiowy tekst może być skomponowany z tak mocną, rozrywkową muzyką. Ale pasowało to. Nagle zauważyłam Harry'ego wygodnie rozpartego na kanapie. Przytulała się do niego Cho. Chłopak mnie dostrzegł. Nasze oczy się spotkały. Momentalnie przypomniał mi się nasz pocałunek, jego ręce na moim ciele. Znów poczułam to zniewalające uczucie ciepła. Z zamyślenia wyrwała mnie Cho, która jakby chcąc zaznaczyć w moich oczach swoje terytorium, usiadła mu okrakiem na kolanach i zaczęła namiętnie całować. Jednak te nadal patrzył na mnie. Nie był terytorium. Ne dał sobą rządzić dziewczynie.
- Jak Hiena. - mruknęłam, kwitując zachowanie Krukonki. Muzyka nadal ryczała.
- Jak Hiena. - mruknęłam, kwitując zachowanie Krukonki. Muzyka nadal ryczała.
But there ain't no way you're pulling me down
I recharge the speakers and sound
It's okay, it isn't your fault
Everything is alright
I recharge the speakers and sound
It's okay, it isn't your fault
Everything is alright
Take me to the place I know
Anywhere that feels like home
Somewhere that if I let go
Someone's gonna catch my soul
Anywhere that feels like home
Somewhere that if I let go
Someone's gonna catch my soul
Show me love, sometimes when you give it you don't always get it
That's all that you wanted
Angels, watch like television
God over my mission, so I gotta finish up.
That's all that you wanted
Angels, watch like television
God over my mission, so I gotta finish up.
Odwróciła jego twarz do siebie, by nie mógł na mnie patrzeć. W końcu jej się poddał, objął i odwzajemnił pocałunek.
- Chodź, Hopie. Zabawimy się i my. - Blaise i Ron wzięli mnie pod ręce i zaprowadzili mnie w stronę baru. Z ladą stał nie kto inny jak...
- Nott! - wykrzyknęłam z irytacją w głosie. - Co ty tu robisz? Dopścili te twoje brudne łabska do pracy z żywnością?! Gdyby Sanepid tu wpadł, zrobiłby z wami porządek. Powiedziałam, wspominając nazwę mugolskiego urzędu.
- Co? - żaden z trójki otaczających mnie facetów nie wiedział o czym mówię.
- To, że nie będę pić niczego, co ten gbur mi poda! - zbulwersowałam się. - jeszcze mnie jakąś dżumą zarazi.
- Uważaj na słowa, półkrewko. - nachylił się nade mną niebezpiecznie blisko.
- Bo co? Napuścsz na mnie węża i zabawisz się w dziedzica Slytherinu? - zirytowany zazgrzytał zębami.
- A co? Arystokratka sobie tego nie życzy? Nie wiedziałem, że paniusia taka wysoko urodzona, by móc rozkazywać MI.
- To radzę ci się dowiedzieć, bo to ty ucierpisz, nie ja. - chłopak patrzył mi wkurzony w oczy, zaciskając zęby.
W końcu rzucił ścierkę, którą cały czas miał w ręce, na blat i przeskoczył przez ladę. Stanął przedemną i uśmiechnął się krzywo. Ukłonił się kpiarsko.
- Och, wybacz madame. Zapomniałem, że szlamy teraz rządzą wszechświatem.
- Nie jestem szlamą idioto! - wrzasnęłam. Muzyka ucichła, jednak ja byłam zbyt wzburzona, by siedzieć cicho. Podeszłam do chłopaka jeszcze bliżej. - Mój ojciec to Johnatan Malfoy. A moją matką jest Bellatrix Lestrange. - powiedziałam groźnie. - I radzę ci uważać, marny arystokrato na tomówisz, robisz, czy chociażby myślisz, bo to się może źle dla ciebie skończyć.
- Uuu... - już trzęsę portkami, duch zmarłej arystkokratki mnie nawiedzi. - zarechotał.
- Zaktualizuj dane. - szepnęlam tak, by nikt inny poza nim tego nie usłyszał.
Połowa ludzi zebranych w pokoju gapiła się na mnie. Ślizgoni w końcu mnie zaakceptowali, czułam to. Tylko szkoda, że reszta szkoły mnie teraz znienawidzi. Znów zadudniła muzyka.
- Ugh. Muszę się napić. - jęknęłam i pociągnęłam chłopaków do drugiego barmana.
- Dwie ognste plus Krwawa Mary. Złożyłam zamówienie. Po chwili mogłam już dostarczyć mojemu organizmowi niezbędną do życia i prawidłowego funkcjoniwania dawkę alkocholu. Wychynęłam szklankę duszkiem i zamówiłam drugą.
- Wiecie co? Możecie nazwać mnie alkocholiczką, ale okropnie się za tym stęskniłam. - zaśmiali się.
- My też. - po kilu kolejnych drinkach znudziło mi się siedzenie na miejscu, ale nie chciałam rozstawać się z barkiem. Dzięki niemu mogłam zapomnieć o ostatnich problemach. Wsystko znikało. Złapałam węc butelkę Ognistej i jako jedyna ogarnięta dziewczyna zaczęłam tańczyć w rytm muzyki. Pociągnęłam Whisky prosto z butelki i tańczyłam dalej. Po chwili dołączyi do mnie chłopcy i wygłupialiśmy się w trójkę.
- Och, w końcu mogę cię publicznie nazwać mianem siostry arystokratki. - Blaise podszedł i objął mnie od tyłu. Zaśmiałam się i dałam mu się napić trunku.
- Zawsze mogłeś. - rzuciłam. Tańczyliśmy jeszcze przez chwilę tak przytuleni. Byłoby naprawdę super, zrelaksowałabym się, gdybym nie czuła na sobie spojrzeń innych Ślizgonów.
DJ, którego nigdzie nie mogłam znaleźć (ale przecież jakiś musiał być!) zmienił piosenkę na wolnieszą.
- Czy można panią prosić? - zapytał Ron, przeciągając zabawę związaną z moją arystokratycznością. Pociągnęłam jeszcze raz z butli i ujęłam jego dłoń.
- No pewnie. Z panem zawsze, panie Weasley. - wyszczerzyłam się. Przywarliśmy do siebie i zaczęliśmy się kołysać w takt melodii. Rozpoznałam jedną z mugolskich ballad rockowych i zaczęłam śpiewać mu do ucha.
- Wiesz co? - przerwałam na chwilę nucenie. - Wkurza mnie, że wszyscy się tak na mnie gapią. - rzuciłam. Nic nie odpowiedział, więc podśpiewywałam dalej. W końcu utwór się skończył, a my po raz kolejny pociągnęliśmy Ognistą.
- Mam pomysł. - rzucił nagle Ron. - ponieważ zrobiło się niezręcznie, zmieniamy lokum. - przystałam na to z radością. Bez wścibskich spojrzeń też można się świetnie bawić.
- Okay. Łapcie alkochol na drogę. Ja nadal mam ambitny plan, by upić Hopie do nieprzytomności. - Zaśmiał się Diabeł.
- Hej! - udałam oburzenie. - Czy ktoś tu bierze pod uwagę mojego jutrzejszego kaca?!
- Nie. - odparli chórem. Prychnęłam. Złapałam dwie butelki soczku dla dorosłych i wyszliśmy z Pokoju Wspólnego Slytherinu. Rozchichotani ruszyliśmy korytarzem. Po paru minutach doszliśmy do Pokoju Życzeń. Weszliśmy do środka. Okazało się, że wygląda trochę jak sala do transmutacji z układem szafek i ławek z lochów Snape'a. A zamast sładników na eliksiry, na półkaach stały dobre trunki.
- Chłopcy, znacie się na wystroju wnętrz, nie ma co. - uśmiechnęłam się, kładąc na podłodze w centum pomieszczena.
Reszta wieczoru upłynęła nam na pijaństwie. W pewnym momencie zaczęłam mieć problemy z dokładnym zapamiętywaniem tego co robię i panowaniem nad sobą. Zaczęłam śpiewać rockowe kołysanki i zwierzać się chłopakom. Opowiadałam im o tym co czuję i jak uciekam w świat bajek i marzeń, szukając choć na chwilę szczęśliwego zakończenia. Podniosłam się, by na nich spojrzeć i świat zawirował. Zachichotałam.
Zaśmiałam się ponowne, widząc moich przyhaciół. Jeden leżał na ławce. Ręce i nogi mu się zwieszały bezwładnie. Drugi zaś, ponownie jak ja, położył się na podłodze. Obaj spali. Nagle wydało mi się to niesłychanie zabawne. Wybuchnęłam cichym śmiechem.
- Leniuuuuuuuchyyyyy. - zanuciłam. Postanowiłam, że ja taka nie będę. "Super Hope" wróci do sypialni o własych siłach. Podniosłam się i o mało znów nie wylądowałam piętro niżej. - Cholerne szczudła. - zaczęłam wymyślać moim butom. Zdjęłam je i chwiejnym krokiem wyszłam z sali. Obraz jaki miałam przed oczami był taki zabawny. Jakby pływał. - Żaaaaaabaaaa! - rzuciłam i znów się zachichotałam. To wszystko było takie śmieszne! Urzekło mnie echo, które rozchodziło się po korytarzu.
- Jo, ho, ciągnąć szot razem, banderę stawić na maszt... - zaczęłam śpiewać piosenkę z mugolskiego filmu "Piraci z Karaibów". Tematyka się zgadzała. Czułam się, jakbym była na statku. Jednocześnie dusiłam się ze śmiechu.
Nagle zauważyłam kogoś po drugiej stronie korytarza.
- O! Ooooooo! - zapiszczałam. Postać wydawała się znajoma. - Harry...? - podeszłam do niego. Nie byłam jednak do końca oewna, czy to on. - Harry! Ognisata sprawiła, że urosłeś? - zapytałam. Miałam strasznie piskliwy głos.
- Ja... - odezwał się człowiek.
- I przeszedłeś mutację! - pocałowałam go, ale Harry-nieHarry odsunął mnie od siebie. Poczułam duży smutek.
- Harry! Co ty do licha robisz? Upiłeś się, czy co? - byłam w tej chwili absolutnie pewna, że mówię do Wybrańca. Whisky w mojej krwii sprawiła, że otaczał go kalejdoskop barw.
- Ja nie jestem Harry. Hope, to ja, profesor Regulus. - jego głos i słowa, sprowadziły mnie na ziemię.
- Taaaak? - pokiwał poważnie głową. - Ups. To chyba jednak ja się upiłam. - zaśmiałam się. - Czego chcesz, wujaszku?
- To ważne: czy jesteś gotowa przyłączyć się do matki, Hope? - zapytał.
- Mamy?! Belli?! Tak! Tylko się uśmiechnij smutasie! - zapiszczałam. Skinął głową.
- Chodź, dziewczyno. Odprowadzę cię do twojego dormitorium. - objął mnie ramieniem. Zobaczyłam jeszcze błysk światła. Coś jak błyskawica, albo flesz... potem film mi się urwał.
* * *
Spodobał się Wam rozdział? ------> komentujcie! <3
Podoba Wam się blog, opowiadanie, historia, którą opowiada? ----------> skrobnijcie o tym gdzieś w iternecie! Wystarczy napisanie, na facebook'u , forum, czy innym blogu. Będę Wam naprawdę bardzo Wdzięczna! <3 :**
- Chodź, Hopie. Zabawimy się i my. - Blaise i Ron wzięli mnie pod ręce i zaprowadzili mnie w stronę baru. Z ladą stał nie kto inny jak...
- Nott! - wykrzyknęłam z irytacją w głosie. - Co ty tu robisz? Dopścili te twoje brudne łabska do pracy z żywnością?! Gdyby Sanepid tu wpadł, zrobiłby z wami porządek. Powiedziałam, wspominając nazwę mugolskiego urzędu.
- Co? - żaden z trójki otaczających mnie facetów nie wiedział o czym mówię.
- To, że nie będę pić niczego, co ten gbur mi poda! - zbulwersowałam się. - jeszcze mnie jakąś dżumą zarazi.
- Uważaj na słowa, półkrewko. - nachylił się nade mną niebezpiecznie blisko.
- Bo co? Napuścsz na mnie węża i zabawisz się w dziedzica Slytherinu? - zirytowany zazgrzytał zębami.
- A co? Arystokratka sobie tego nie życzy? Nie wiedziałem, że paniusia taka wysoko urodzona, by móc rozkazywać MI.
- To radzę ci się dowiedzieć, bo to ty ucierpisz, nie ja. - chłopak patrzył mi wkurzony w oczy, zaciskając zęby.
W końcu rzucił ścierkę, którą cały czas miał w ręce, na blat i przeskoczył przez ladę. Stanął przedemną i uśmiechnął się krzywo. Ukłonił się kpiarsko.
- Och, wybacz madame. Zapomniałem, że szlamy teraz rządzą wszechświatem.
- Nie jestem szlamą idioto! - wrzasnęłam. Muzyka ucichła, jednak ja byłam zbyt wzburzona, by siedzieć cicho. Podeszłam do chłopaka jeszcze bliżej. - Mój ojciec to Johnatan Malfoy. A moją matką jest Bellatrix Lestrange. - powiedziałam groźnie. - I radzę ci uważać, marny arystokrato na tomówisz, robisz, czy chociażby myślisz, bo to się może źle dla ciebie skończyć.
- Uuu... - już trzęsę portkami, duch zmarłej arystkokratki mnie nawiedzi. - zarechotał.
- Zaktualizuj dane. - szepnęlam tak, by nikt inny poza nim tego nie usłyszał.
Połowa ludzi zebranych w pokoju gapiła się na mnie. Ślizgoni w końcu mnie zaakceptowali, czułam to. Tylko szkoda, że reszta szkoły mnie teraz znienawidzi. Znów zadudniła muzyka.
- Ugh. Muszę się napić. - jęknęłam i pociągnęłam chłopaków do drugiego barmana.
- Dwie ognste plus Krwawa Mary. Złożyłam zamówienie. Po chwili mogłam już dostarczyć mojemu organizmowi niezbędną do życia i prawidłowego funkcjoniwania dawkę alkocholu. Wychynęłam szklankę duszkiem i zamówiłam drugą.
- Wiecie co? Możecie nazwać mnie alkocholiczką, ale okropnie się za tym stęskniłam. - zaśmiali się.
- My też. - po kilu kolejnych drinkach znudziło mi się siedzenie na miejscu, ale nie chciałam rozstawać się z barkiem. Dzięki niemu mogłam zapomnieć o ostatnich problemach. Wsystko znikało. Złapałam węc butelkę Ognistej i jako jedyna ogarnięta dziewczyna zaczęłam tańczyć w rytm muzyki. Pociągnęłam Whisky prosto z butelki i tańczyłam dalej. Po chwili dołączyi do mnie chłopcy i wygłupialiśmy się w trójkę.
- Och, w końcu mogę cię publicznie nazwać mianem siostry arystokratki. - Blaise podszedł i objął mnie od tyłu. Zaśmiałam się i dałam mu się napić trunku.
- Zawsze mogłeś. - rzuciłam. Tańczyliśmy jeszcze przez chwilę tak przytuleni. Byłoby naprawdę super, zrelaksowałabym się, gdybym nie czuła na sobie spojrzeń innych Ślizgonów.
DJ, którego nigdzie nie mogłam znaleźć (ale przecież jakiś musiał być!) zmienił piosenkę na wolnieszą.
- Czy można panią prosić? - zapytał Ron, przeciągając zabawę związaną z moją arystokratycznością. Pociągnęłam jeszcze raz z butli i ujęłam jego dłoń.
- No pewnie. Z panem zawsze, panie Weasley. - wyszczerzyłam się. Przywarliśmy do siebie i zaczęliśmy się kołysać w takt melodii. Rozpoznałam jedną z mugolskich ballad rockowych i zaczęłam śpiewać mu do ucha.
- Wiesz co? - przerwałam na chwilę nucenie. - Wkurza mnie, że wszyscy się tak na mnie gapią. - rzuciłam. Nic nie odpowiedział, więc podśpiewywałam dalej. W końcu utwór się skończył, a my po raz kolejny pociągnęliśmy Ognistą.
- Mam pomysł. - rzucił nagle Ron. - ponieważ zrobiło się niezręcznie, zmieniamy lokum. - przystałam na to z radością. Bez wścibskich spojrzeń też można się świetnie bawić.
- Okay. Łapcie alkochol na drogę. Ja nadal mam ambitny plan, by upić Hopie do nieprzytomności. - Zaśmiał się Diabeł.
- Hej! - udałam oburzenie. - Czy ktoś tu bierze pod uwagę mojego jutrzejszego kaca?!
- Nie. - odparli chórem. Prychnęłam. Złapałam dwie butelki soczku dla dorosłych i wyszliśmy z Pokoju Wspólnego Slytherinu. Rozchichotani ruszyliśmy korytarzem. Po paru minutach doszliśmy do Pokoju Życzeń. Weszliśmy do środka. Okazało się, że wygląda trochę jak sala do transmutacji z układem szafek i ławek z lochów Snape'a. A zamast sładników na eliksiry, na półkaach stały dobre trunki.
- Chłopcy, znacie się na wystroju wnętrz, nie ma co. - uśmiechnęłam się, kładąc na podłodze w centum pomieszczena.
Reszta wieczoru upłynęła nam na pijaństwie. W pewnym momencie zaczęłam mieć problemy z dokładnym zapamiętywaniem tego co robię i panowaniem nad sobą. Zaczęłam śpiewać rockowe kołysanki i zwierzać się chłopakom. Opowiadałam im o tym co czuję i jak uciekam w świat bajek i marzeń, szukając choć na chwilę szczęśliwego zakończenia. Podniosłam się, by na nich spojrzeć i świat zawirował. Zachichotałam.
Zaśmiałam się ponowne, widząc moich przyhaciół. Jeden leżał na ławce. Ręce i nogi mu się zwieszały bezwładnie. Drugi zaś, ponownie jak ja, położył się na podłodze. Obaj spali. Nagle wydało mi się to niesłychanie zabawne. Wybuchnęłam cichym śmiechem.
- Leniuuuuuuuchyyyyy. - zanuciłam. Postanowiłam, że ja taka nie będę. "Super Hope" wróci do sypialni o własych siłach. Podniosłam się i o mało znów nie wylądowałam piętro niżej. - Cholerne szczudła. - zaczęłam wymyślać moim butom. Zdjęłam je i chwiejnym krokiem wyszłam z sali. Obraz jaki miałam przed oczami był taki zabawny. Jakby pływał. - Żaaaaaabaaaa! - rzuciłam i znów się zachichotałam. To wszystko było takie śmieszne! Urzekło mnie echo, które rozchodziło się po korytarzu.
- Jo, ho, ciągnąć szot razem, banderę stawić na maszt... - zaczęłam śpiewać piosenkę z mugolskiego filmu "Piraci z Karaibów". Tematyka się zgadzała. Czułam się, jakbym była na statku. Jednocześnie dusiłam się ze śmiechu.
Nagle zauważyłam kogoś po drugiej stronie korytarza.
- O! Ooooooo! - zapiszczałam. Postać wydawała się znajoma. - Harry...? - podeszłam do niego. Nie byłam jednak do końca oewna, czy to on. - Harry! Ognisata sprawiła, że urosłeś? - zapytałam. Miałam strasznie piskliwy głos.
- Ja... - odezwał się człowiek.
- I przeszedłeś mutację! - pocałowałam go, ale Harry-nieHarry odsunął mnie od siebie. Poczułam duży smutek.
- Harry! Co ty do licha robisz? Upiłeś się, czy co? - byłam w tej chwili absolutnie pewna, że mówię do Wybrańca. Whisky w mojej krwii sprawiła, że otaczał go kalejdoskop barw.
- Ja nie jestem Harry. Hope, to ja, profesor Regulus. - jego głos i słowa, sprowadziły mnie na ziemię.
- Taaaak? - pokiwał poważnie głową. - Ups. To chyba jednak ja się upiłam. - zaśmiałam się. - Czego chcesz, wujaszku?
- To ważne: czy jesteś gotowa przyłączyć się do matki, Hope? - zapytał.
- Mamy?! Belli?! Tak! Tylko się uśmiechnij smutasie! - zapiszczałam. Skinął głową.
- Chodź, dziewczyno. Odprowadzę cię do twojego dormitorium. - objął mnie ramieniem. Zobaczyłam jeszcze błysk światła. Coś jak błyskawica, albo flesz... potem film mi się urwał.
* * *
Spodobał się Wam rozdział? ------> komentujcie! <3
Podoba Wam się blog, opowiadanie, historia, którą opowiada? ----------> skrobnijcie o tym gdzieś w iternecie! Wystarczy napisanie, na facebook'u , forum, czy innym blogu. Będę Wam naprawdę bardzo Wdzięczna! <3 :**
Nominowałam Cię do Liebster Blog Award :*
OdpowiedzUsuńSzczegóły u mnie : http://moonlightmemoriesbymeganlunarismoony.blogspot.com/2014/05/nominacja.html
Megan Lunaris Moony
:*
A co do rozdziału, super :)
Dziękuję!!!! <33 :*
UsuńOoooo! Dziękuję za dedykację <3 ty też jesteś wspaniała :D
OdpowiedzUsuńno i zaczynam jak zwykle:
,,Aaaale fajny rozdział!"
wow xD fajna akcja, i Hopie się fajnie wypowiada jak jest pijana :D normalnie, jak to czytałam to odniosłam wrażenie, że słyszę jej chichot :D nie wiedziałam (znaczy wiedziała, ale mimo wszystko żywiłam nadzieję, że nie) że Harry w końcu ulegnie Cho, no ale jak to chłopaki...
Ale przejdę do najważniejszego (bynajmniej dla mnie) momentu: pijana Hopie pocałowała profesora Regulusa!! Nana nana naaaaaanaaa! :D Czyżby inspiracja moim Rołpi? tylko oczywiście w innym kontekście xD heh musiała być naprawdę ,,nawalona'' skoro jej się, ani trochę głupio nie zrobiło. Heh... Ten alkohol, co on robi z ludźmi. No i... Aaa! Jeszcze honor i odwaga (znowu gryfońsko- ślizgońska) z jednej strony odwaga, żeby w końcu powiedzieć o sobie część prawdy (i jeszcze nie dała sobą Hope pomiatać - nie jestem szlamą), ale z drugiej strony, zaczęła potem już mówić jak typowa Ślizgonka. (Uniosła się itd.) no i ogólnie rozdział fajny, a mój kometarz: masło-maślane.
I jeszcze jedno: zamieszczaj trochę krótsze fragmenty piosenek :)
Ściskam i pozdrawiam
~Twoja Mentorka :)
p.s. Nie ma błędów! (bynajmniej ja nie zauważyłam xd)
Ok :3 dziękuję! :* no przyznam szczerze i bez bicia, że twoje "Rołpi" także miało tu swój wkład :3 cieszę się, że ci się podoba. :D
UsuńNo i od dobrej godziny, czyli odkąd znów odwiedziłam bloggera, jaram się Waszymi komentarzami pod tym postem ^^
Przepraszam, że marudze, ale... Kieeeeeeeedyyyyy noooooowyyyyyy rooooozdziaaaaaaaaał?????! :D
OdpowiedzUsuńZatęskniłam już za Hope :)
~Mentorka