Minął kolejny tydzień, a wieść o naszym zespole rozeszła się równie szybko jak ta o moim pochodzeniu i związku z Nottem. Nie pomyliłam się co do tego jak zareagują na to uczniowie.Większość z nich stała się oziębła w stosunku do arystokratki, a Ślizgoni zaakceptowali mnie w pełni. Zabawne. W mugolskich szkołach jeśli nie wyglądało się jak masy, było się nikim. Tutaj zaś liczył się status krwi. Może nie w równym stopniu, ale jednak. No, w sumie pojawiły się wyjątki od reguły. Znany wszystkim bardzo dobrze trójkąt Greengrass-Parkinson-Greengrass - dziewczyny, które nadal niemal zawodowo zjmowały się uprzyszaniem mi życia. Jednak plusem tej sytuacji było to, że pogodziłam się z resztą moich przyjaciół, choć Hermiona nadal się do mnie nie przekonała.
W końcu nadeszły Mikołajki-dzień, na który czekaliśmy odkąd tylko założyliśmy zespół. Był piątek. Odwołano astronomię na rzecz dyskoteki, która miała się odbyć. Od rana w Wielkiej Sali trwały przygotowania.
Weszliśmy z Theodorem do Stołówki i trzymając się za ręce ruszyliśmy w kierunku stoły Gryfonów, gdzie siedzieli już Blaise z Rudą oraz Draco z Mioną. Usiedliśmy obok nich. Starsza Gryfonka popatrzyła wilkiem na mojego chłopaka, ale nic nie powiedziała. Jak zwykle z resztą. W sumie nie dziwiłam jej się. Mój Ślizgon wyrządził wielu osobom sporo krzywd. Ja jeszcze nie do końca zapomniałam jak obłapiał mnie na korytarzu.
- Co tam? - zaczęłam wesoło. Dzisiejsza okazja sprawiła, że byłam w wyjątkowo dobrym humorze.
- Standard. Załamujemy się lekcjami. - Ruda też była cała w skowronkach. Czyżby Diabeł dał jej już swój prezent? I co to takiego było? - zaczęłam się zastanawiać, ale zaraz się zbeształam. Lepiej nie. A nóż to coś o czym nie chciałam wiedzieć.
- A właśnie. Co do lekcji... - Theodor zaczął grzebać w plecaku. - Hope, pomożesz? - uśmiechnął się tym uśmiechem, do którego miałam tak ogromną słabość. Westchnęłam.
- Pokaż. - nie mogłam pozwolić, żeby nie daj Merlinie dostał "T".
Zaczęłam sprawdzać jego esej.
- Wiesz co, Nott? Wstydź się szujo. Jak ty w ogóle możesz wykorzystywać tak moją małą siostrzyczkę! - Draco się oburzył.
- Nie jestem mała. - odparłam automatycznie. - Mała to jest co najwyżej...
- No polemizowałabym. - wtrąciła z uśmiechem Hermiona. W tym momencie wyłączyłam się z dyskusji. Wiedziałam, że zapowiada się TUP - Tradycyjna Utarczka Poranna, jak zwykłam to nazywać. Chłopcy mieli w tym już niezłą wprawę. Do stołu podeszli Ron i Harry ze swoimi dziewczynami, przerywając na chwilę tę potyczkę słowną. Spojrzałam na Wybrańca. Ten mierzył Notta podejrzliwym, zimnym wzrokiem. Jak zawsze. I, o zgrozo, Ron Robił to samo. Ostatnio tak wygląda moje życie. To chore. Aż się człowiekowi niedobrze robi od tej ciągłej oziembłości.
Westchnęłam cicho i zwinęłam pergamin.
- Trzymaj kocie. - wręczyłam go Theodorowi. Ten uśmiechnął się do mnie i pocałował w usta, jakby napawając się tym, że wkurza chłopaków. Jakby napawał się złością i bezsilnością Dracona. Pokręciłam głową z politowaniem i wstałam od stołu. Miałam tego serdecznie dosyć. Zirytowana ruszyłam na numerologię.
* * *
Nadszedł koniec lekcji. Moment, którego tyle wyczekiwałam wreszcie nadszedł. Pora naszykować się na imprezę. Weszłam sama do swojego pokoju. Nie chciałam teraz z nikim rozmawiać, więc odesłałam przyjaciół. Prawda jest taka, że nadeszła trema-uczucie, z którym do tej pory nie musiałam się jeszcze zmierzyć. To byłó okropne. Zastanowiłam się dlaczego się stresuję. Przecież do tej pory występowałam kilkakrotnie i to dla najróżniejszej publiczności. W końcu swierdziłam, że to pewnie dlatego, że młodzi Czarodzieje mogą nas wybuczeć.
Wzięłam kąpiel, wysuszyłam się i zaczęłam układać włosy. Upięłam je wsuwkami w niskiego koka z luźnymi pasemkami wokół twarzy. Do tego zrobiłam trochę mocniejszy niż zwykle makijaż, podkreślając ciemnymi cieniami oczy. Wyszłam z łazienki i założyłam sukienkę. Była różowa, a raczej w kolorze pudrowego różu z czarnym wzorkiem przypominającym koronkę, bięgnącym pod biustem i przechodząsum w jedno ramiączko. Do tego czarne buty na wysokim obcasie, długie, jasne kolczyki i złoty wisiorek. Złapałam jeszcze kopertówkę i wrzuciłam do niej drobiazgi. Byłam gotowa.
Wyszłam z mojego dormitorium i przeszłam do pokoju wspólnego, gdzie umówiłam się z Theo i chłopakami z zespołu. Stali już tam i czekali na mnie.
- Hopie! Wyglądasz... - zaczął Draco, ale zaciął się w połowie wypowiedzi.
- Jest dobrze? - zmarszczyłam brwi i przygryzłam wargę.
- Czemu ukrywasz te zgrabne nóżki w spodniach? - zapytał Nott. Wzruszyłam ramionami.
Ruszyliśmy do Wielkiej Sali, by podłączyć sprzęt i dopilnować wszystkiego. Napięcie rosło. Było tyle rzeczy, które mogły nam nie wyjść... A co jeżeli wszystko zepsujemy?
W końcu nadeszła godzina 20. Zaczęto wpuszczać do Wielkiej Sali uczniów, a my schowaliśmy się na zapleczu sceny. Theodor dojrzał w tłumie swoich znajomych, do których podszedł nie mówiąc mi ani słowa.
Wyjrzałam zza filaru. W pomieszczeniu zebrały się dzikie tłumy. Nagle ogarnęła mnie panika. Osunęłam się po ścianie na pdołogę Serce biło mi młotem, nie byłam w stanie wydobyć z siebie głosu. Ron zauważył mój stan i ukucnął naprzeciw mnie.
- Hej wszystko w porządku? - zapytał. Spojrzałam na niego wielkimi oczami.
- Nie. - wydusiłam w końcu. - Nic nie jest w porządku. A co jeśli wszystko zepsuję? Jeśli znienawidzą mnie jeszcze bardziej? - nie mogłam się uspokoić. Chłopak złapał moje zimne, trzęsące się dłonie.
- Nie denerwuj się. Jesteś zdolna. Nie zrobisz tego. Wszystko pójdzie świetnie. Nie martw się. - pokręciłam głową.
- Nie, Ron, Jestem uodporniona na DASZ RADĘ, mam alergię na BĘDZIE DOBRZE, wtręt do WSZYSTKO SIĘ UŁOŻY i awersję na NIE MARTW SIĘ. - chłopak uśmiechnął się. Wiedzę, że nie jest z tobą tak źle, skoro stać cię na riposty. Masz talent, tylko skończone dupki się na nim nie poznają. - Pokiwałam głową. Tak. Miał rację. - Już dobrze? - potwierdziłam. Pomógł mi wstać.
- Dziękuję. - stanęłam na palcach, chcąc pocałować go w policzek. W ostatniej chwili odwrócił głowę i tafiłam w usta. Zarumieniłam się. - Przepraszam. - wymamrotałam.
- Nie no co ty. Bosko. Nie przepraszaj. - wyszczerzył się. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę. Nagle uzłyczeliśmy zapowiedź. Rozległy się oklaski. Stanęłiśmy na ciemnej, nieoświetlonej scenie.
Przedstawienie czas zacząć.
JA PIERNICZĘ ZASNĄŁEM !!!!!!!! nie doczekałem ... :/ sorki
OdpowiedzUsuńRozdział jak zwykle ;P zajebisty. Tekstu "Jestem uodporniona na DASZ RADĘ, mam alergię na BĘDZIE DOBRZE, wtręt do WSZYSTKO SIĘ UŁOŻY i awersję na NIE MARTW SIĘ. " to ja się nauczę na pamięć. Dziękuje że dla nas piszesz *.*
Śpisz!!!!!!!????? 0
Usuńkażdy czeka już na mikołajki a ja to już szczegulnie.
OdpowiedzUsuńA ty shining to nie zasypiaj bo ci hope bernadette ukradną ; D a taka laska to skarb
Ogar idioto,bo po:
Usuń1) ona ma chłopaka
2)to nie ja :/
3)laski to możesz robić w krzakach tirowcom
więc sklej wary chamie.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńJedyne co mogę powiedzieć o tym rozdziale.
OdpowiedzUsuńWspaniały ♡.♡
Pozdrawiam cieplutko!
Silence