piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 22

Minął kolejny tydzień, a wieść o naszym zespole rozeszła się równie szybko jak ta o moim pochodzeniu i związku z Nottem. Nie pomyliłam się co do tego jak zareagują na to uczniowie.Większość z nich stała się oziębła w stosunku do arystokratki, a Ślizgoni zaakceptowali mnie w pełni. Zabawne. W mugolskich szkołach jeśli nie wyglądało się jak masy, było się nikim. Tutaj zaś liczył się status krwi. Może nie w równym stopniu, ale jednak. No, w sumie pojawiły się wyjątki od reguły. Znany wszystkim bardzo dobrze trójkąt Greengrass-Parkinson-Greengrass - dziewczyny, które nadal niemal zawodowo zjmowały się uprzyszaniem mi życia. Jednak plusem tej sytuacji było to, że pogodziłam się z resztą moich przyjaciół, choć Hermiona nadal się do mnie nie przekonała.
   W końcu nadeszły Mikołajki-dzień, na który czekaliśmy odkąd tylko założyliśmy zespół. Był piątek. Odwołano astronomię na rzecz dyskoteki, która miała się odbyć. Od rana w Wielkiej Sali trwały przygotowania.
   Weszliśmy z Theodorem do Stołówki i trzymając się za ręce ruszyliśmy w kierunku stoły Gryfonów, gdzie siedzieli już Blaise z Rudą oraz Draco z Mioną. Usiedliśmy obok nich. Starsza Gryfonka popatrzyła wilkiem na mojego chłopaka, ale nic nie powiedziała. Jak zwykle z resztą. W sumie nie dziwiłam jej się. Mój Ślizgon wyrządził wielu osobom sporo krzywd. Ja jeszcze nie do końca zapomniałam jak obłapiał mnie na korytarzu. 
- Co tam? - zaczęłam wesoło. Dzisiejsza okazja sprawiła, że byłam w wyjątkowo dobrym humorze. 
- Standard. Załamujemy się lekcjami. - Ruda też była cała w skowronkach. Czyżby Diabeł dał jej już swój prezent? I co to takiego było? - zaczęłam się zastanawiać, ale zaraz się zbeształam. Lepiej nie. A nóż to coś o czym nie chciałam wiedzieć. 
- A właśnie. Co do lekcji... - Theodor zaczął grzebać w plecaku.  - Hope, pomożesz? - uśmiechnął się tym uśmiechem, do którego miałam tak ogromną słabość. Westchnęłam.
- Pokaż. - nie mogłam pozwolić, żeby nie daj Merlinie dostał  "T".
Zaczęłam sprawdzać jego esej.
- Wiesz co, Nott? Wstydź się szujo. Jak ty w ogóle możesz wykorzystywać tak moją małą siostrzyczkę! - Draco się oburzył.
- Nie jestem mała. - odparłam automatycznie. - Mała to jest co najwyżej...
- No polemizowałabym. - wtrąciła z uśmiechem Hermiona. W tym momencie wyłączyłam się z dyskusji. Wiedziałam, że zapowiada się TUP - Tradycyjna Utarczka Poranna, jak zwykłam to nazywać.  Chłopcy mieli w tym już niezłą wprawę. Do stołu podeszli Ron i Harry ze swoimi dziewczynami, przerywając na chwilę tę potyczkę słowną. Spojrzałam na Wybrańca. Ten mierzył Notta podejrzliwym, zimnym wzrokiem. Jak zawsze. I, o zgrozo, Ron Robił to samo. Ostatnio tak wygląda moje życie. To chore. Aż się człowiekowi niedobrze robi od tej ciągłej oziembłości.
   Westchnęłam cicho i zwinęłam pergamin. 
- Trzymaj kocie. - wręczyłam go Theodorowi. Ten uśmiechnął się do mnie i pocałował w usta, jakby napawając się tym, że wkurza chłopaków. Jakby napawał się złością i bezsilnością Dracona. Pokręciłam głową z politowaniem i wstałam od stołu. Miałam tego serdecznie dosyć. Zirytowana ruszyłam na numerologię. 
                           *     *     *
Nadszedł koniec lekcji. Moment, którego tyle wyczekiwałam wreszcie nadszedł. Pora naszykować się na imprezę. Weszłam sama do swojego pokoju. Nie chciałam teraz z nikim rozmawiać, więc odesłałam przyjaciół.  Prawda jest taka, że nadeszła trema-uczucie, z którym do tej pory nie musiałam się jeszcze zmierzyć.  To byłó okropne. Zastanowiłam się dlaczego się stresuję. Przecież do tej pory występowałam kilkakrotnie i to dla najróżniejszej publiczności. W końcu swierdziłam, że to pewnie dlatego, że młodzi Czarodzieje mogą nas wybuczeć. 
   Wzięłam kąpiel, wysuszyłam się i zaczęłam układać włosy. Upięłam je wsuwkami w niskiego koka z luźnymi pasemkami wokół twarzy.  Do tego zrobiłam trochę mocniejszy niż zwykle makijaż, podkreślając ciemnymi cieniami oczy. Wyszłam z łazienki i założyłam sukienkę. Była różowa, a raczej w kolorze pudrowego różu z czarnym wzorkiem przypominającym koronkę, bięgnącym pod biustem i przechodząsum w jedno ramiączko. Do tego czarne buty na wysokim obcasie, długie, jasne kolczyki  i złoty wisiorek. Złapałam jeszcze kopertówkę i wrzuciłam do niej drobiazgi. Byłam gotowa. 
   Wyszłam z mojego dormitorium i przeszłam do pokoju wspólnego, gdzie umówiłam się z Theo i chłopakami z zespołu. Stali już tam i czekali na mnie. 
- Hopie! Wyglądasz... - zaczął Draco, ale zaciął się w połowie wypowiedzi.
- Jest dobrze? - zmarszczyłam brwi i przygryzłam wargę. 
- Czemu ukrywasz te zgrabne nóżki w spodniach? - zapytał Nott. Wzruszyłam ramionami. 
   Ruszyliśmy do Wielkiej Sali, by podłączyć sprzęt i dopilnować wszystkiego. Napięcie rosło. Było tyle rzeczy, które mogły nam nie wyjść... A co jeżeli wszystko zepsujemy?
   W końcu nadeszła godzina 20. Zaczęto wpuszczać do Wielkiej Sali uczniów, a my schowaliśmy się na zapleczu sceny. Theodor dojrzał w tłumie swoich znajomych, do których podszedł nie mówiąc mi ani słowa.
   Wyjrzałam zza filaru. W pomieszczeniu zebrały się dzikie tłumy. Nagle ogarnęła mnie panika. Osunęłam się po  ścianie na pdołogę Serce biło mi młotem,  nie byłam w stanie wydobyć z siebie  głosu. Ron zauważył mój stan i ukucnął naprzeciw mnie. 
- Hej wszystko w porządku? - zapytał. Spojrzałam na niego wielkimi oczami. 
- Nie. - wydusiłam w końcu. - Nic nie jest w porządku. A co jeśli wszystko zepsuję? Jeśli znienawidzą mnie jeszcze bardziej?  - nie mogłam się uspokoić. Chłopak złapał moje zimne, trzęsące się dłonie.
- Nie denerwuj się. Jesteś zdolna. Nie zrobisz tego. Wszystko pójdzie świetnie. Nie martw się. - pokręciłam głową.
- Nie, Ron, Jestem uodporniona na DASZ RADĘ, mam alergię na BĘDZIE DOBRZE, wtręt do WSZYSTKO SIĘ UŁOŻY i awersję na NIE MARTW SIĘ. - chłopak uśmiechnął się. Wiedzę, że nie jest z tobą tak źle, skoro stać cię na riposty. Masz talent, tylko skończone dupki się na nim nie poznają. - Pokiwałam głową. Tak. Miał rację. - Już dobrze? - potwierdziłam. Pomógł mi wstać. 
- Dziękuję. - stanęłam na palcach, chcąc pocałować go w policzek. W ostatniej chwili odwrócił głowę i tafiłam w usta. Zarumieniłam się. - Przepraszam. - wymamrotałam.
- Nie no co ty. Bosko. Nie przepraszaj. - wyszczerzył się. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę. Nagle uzłyczeliśmy zapowiedź. Rozległy się oklaski. Stanęłiśmy na ciemnej, nieoświetlonej scenie. 
   Przedstawienie czas zacząć.

6 komentarzy:

  1. JA PIERNICZĘ ZASNĄŁEM !!!!!!!! nie doczekałem ... :/ sorki
    Rozdział jak zwykle ;P zajebisty. Tekstu "Jestem uodporniona na DASZ RADĘ, mam alergię na BĘDZIE DOBRZE, wtręt do WSZYSTKO SIĘ UŁOŻY i awersję na NIE MARTW SIĘ. " to ja się nauczę na pamięć. Dziękuje że dla nas piszesz *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. każdy czeka już na mikołajki a ja to już szczegulnie.
    A ty shining to nie zasypiaj bo ci hope bernadette ukradną ; D a taka laska to skarb

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogar idioto,bo po:
      1) ona ma chłopaka
      2)to nie ja :/
      3)laski to możesz robić w krzakach tirowcom
      więc sklej wary chamie.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Jedyne co mogę powiedzieć o tym rozdziale.
    Wspaniały ♡.♡
    Pozdrawiam cieplutko!
    Silence

    OdpowiedzUsuń