poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział 15


Witajcie kochani! Dzisiaj mam dla Was specjalny rozdział. Napisałam go dla Was z okazji moich urodzin, a ponieważ nie za bardzo radośnie znoszę ten dzień ( nie cierpię go! XD ), będzie trochę smutno. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
•Zaznaczam od razu, że nazwisko Black w odniesieniu do Belli zostało użyte tu specjalnie i będzie pojawiało się częściej.
• Mężczyna, widoczny na gifach to Ben Barnes, który w naszym opowiadaniu występuje jako ojciec Hope, Jonathan (Malfoy) Evans.
• Do czytania rozdziału polecam Wam puścić sobie ścieżkę dźwiękową, wymienioną niżej, której fragmenty są zamieszczone w tekście.
Miłego czytania!!!! :**
                                           *     *     *
Jason Walker - Echo (klik)














Halo,
Jest tam kto?
Bo nie słyszę żadnego dźwięku
Samotny,
Naprawdę nie wiem gdzie jest świat
Ale teraz za nim tęsknię


    Śnieg prószył, przykrywając wszystko świeżą warstwą. Jakby chciał zakryć wszystko przed wścibskimi oczami. Jakby chciał ukryć wszystko przed sobą samym. Jakby chciał wymazać to, co było. Wysoki szatyn stał w otoczeniu wyrastających z puchu płyt nagrobnych. Wiatr rozwiewał mu włosy i poły płaszcza, dają łatwiejszy dostęp białym śnieżynkom do nowych przestrzeni, których jeszcze nie zwiedziły. Jednak ten nie dbał o to. Wpatrywał się z uporem w płytę, którą miał przed oczami. W tej chwili tylko ona trzymała go w tym miejscu.

 
Stoję na skraju przepaści, krzycząc swe imię
Jak głupiec na szczycie mych płuc
Czasami kiedy zamykam oczy
Udaję, że wszystko ze mną w porządku ale to nigdy nie wystarcza
Ponieważ moje echo,

Jest jedynym głosem, który wraca
Cień,
Jest jedynym przyjacielem jakiego mam.


Ta tablica liczyła się dla niego w tej chwili bardziej, niż cokolwiek innego na świecie. Była dla niego wszystkim. Przeszłością, przyszłością, teraźniejszością. Raczej nie tyle płyta, co osoba, którą upamiętnia. Tylko tyle mu po niej pozostało. Kawałek zimnego jak lód marmuru. Popatrzył na litery wygrawerowane w kamieniu.
                                     Bellatrix Black
                        ur. 26 maja 1951, zm. 2 maja 1998
Obok wyryto jej zdjęcie. Twarz jego ślicznej Belli. Pamiętał, kiedy je zrobili. Koniec ich nauki w Hogwarcie się zbliżał coraz bardziej, a oni byli tak podekscytowani początkiem nowego życia.  Tak bardzo cieszyli się na nowy początek...
   Skąd mieli wiedzieć jak to wszystko się potoczy? Teraz mógł tam tylko stać. Nie miał Belli. Nie miał niczego. Nie miał nawet co oddać, by ją odzyskać. By zobaczyć ją, choćby z daleka. 

 
Słuchaj,  
Przyjmę Twój szept jeśli
to wszystko, co możesz mi dać
ale tak nie jest, nie ty
Mogłabyś przyjść i uratować mnie
I spróbować przegonić szaleństwo z mojej głowy.


Tak bardzo chciał ją przytulić, objć mocno, albo chociażby zobaczyć, usłyszeć jej głos. Lecz to nie było możliwe. Jego ukochana nie żyła. Nie mógł jej zobaczyć, odkąd odszedł od niej jak głupiec, zostawiając ją na pastwę osaczającego ją szaleństwa. Myślał, że tak będzie lepiej, że uratuje innych ludzi i że obroni ją przed nią samą. Zabrał ich nowo narodzoną córeczkę, by chronić je obie, bo zwątpił w dobro kryjące się w sercu jej ukochanej. Jakimż był głupcem! To on doprowadził do tego, co się stało.


Stoję na skraju przepaści, krzycząc swe imię
Jak głupiec na szczycie mych płuc
Czasami kiedy zamykam oczy
Udaję, że wszystko ze mną w porządku ale to nigdy nie wystarcza
Ponieważ moje echo,
Jest jedynym głosem, który wraca
Cień,
Jest jedynym przyjacielem jakiego mam.


   Przez jego głupotę jego najdroższa Bella oszalała. Nie mógł winić nikogo innego. To jego pieprzona wina! Zniszczył życie im obojgu. Sprawił, że to co kochał, go opuściło, zabierając jej jedyny powód do miłości. 
   To on zabił w niej dobro.

 
Stoję na skraju przepaści, krzycząc swe imię
Jak głupiec na szczycie mych płuc
Czasami kiedy zamykam oczy
Udaję, że wszystko ze mną w porządku ale to nigdy nie wystarcza.


To przez niego stała się tym, kim była zanim zginęła! To jego wina! To on powinien umrzeć, nie ona! Czemu jego najdroższa Bella musiała płacić za jego błędy?!
   Bez niej był nikim. Powoli zaczął popadać w obłęd, gdy dowiedział się, że ją zamordowali. Strata nadziei bolała najbardziej. Tak, stracił szansę. Wszelka nadzieja odeszła.
   Gwałtowny, bolesny szloch wstrząsnął jego ciałem. Nadzieja odeszła... Nic mu nie pozostało. Zapłakał. Tak bardzo żałował!
   Obok niego znikąd pojawił się srebrny staruszek. Nie obchodziło go to. Teraz liczyła się tylko Bella.
 -  Jonathanie... Nadal? - staruszek zawarł w tych dwóch słowach pytanie, które już zadał pewnemu śmierciożercy. 
" Severusie, nadal...?" spodziewał się odpowiedzi. " Jonathanie, nadal...?"


Bo moje echo,
Och, mój cień. 


- Zawsze.

 
Halo,
Jest tam kto?
 

6 komentarzy:

  1. Niesamowity rozdział... Ahh taki...hmm... Jakie by tu określenie... Klimatyczny??! No w każdym razie ten rozdział był poprostu... Fajny. Poprostu fajny. Tylko takie określenie mi się nasuwa :) no nie... Można by ten rozdział określić słowem: sentymentalny.

    Buziaczki przesyłam i życzę wenki oraz góry pomysłów!

    Papa ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy kolejny rozdzial?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny raz przepraszam.... Nie lubię tak Was zaniedbywać... :/
      Miałam małe problemy techniczne i w rezultacie bardzo się cieszę, że piszę jak w epoce średniowiecza, na kartkach, bo rozdział zginąłby razem ze wszystkimi danymi z komputera. :/ XD Kolejny już leci powiniem być za godzinę :3

      Usuń
  4. Ciekawy rozdział ;) i ścieżka dźwiękowa bardzo dobrze dobrana.

    OdpowiedzUsuń