poniedziałek, 3 marca 2014

Rozdział 11

hej Kochani! Wiem, że trochę mi to zajęło ( to wszystko przez ten okropny brak weny! :/ ) Ale wracam do was z kolejnym rozdziałem. :) Mam nadzieję, że się Wam spodoba, piszcie proszę jak wrażenia. 
Co więcej od tej pory ogłaszam wszem i wobec, że postaram się pisać dla Was dłuższe rozdziały i będę je publikować dla Was co tydzień, żebyście nie musieli tyle czekać na kolejny. Zatem... życzę Wam miłej lektury!! :* :*
                                               *     *     *
-Hopie. Hej Hoooooopie...! - ktoś potrząsnął delikatnie za moje ramię.
- Mhm... Jeszcze chwilę, mamusiu. - mruknęłam przekręcając się na plecy i podciągając kołdrę pod samą brodę.
-Hopie. Wstawaj. - znajomy głos zrobił się odrobinę bardziej stanowczy. Mimo to olałam go. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za kostkę i ściąga z łóżka. Wylądowałam na tyłku na podłodze, a moją twarz oblał zimny strumień wody. Pisnęłam i otworzyłam szeroko oczy, zupełnie rozbudzona.
- Czy wyście do reszty powariowali?! - krzyknęłam łapiąc poduszkę i bijąc nią na zmianę Smoka i Diabła, uciekających przede mną po całym pokoju. Z nikim nie dzieliłam dormitorium, więc nie martwiłam się, że obudzę lub wkurzę współlokatorkę. Mój trzeci przyjaciel zwijał się na podłodze ze śmiechu. - A ty, Harry nie masz takich powodów do radości. - mruknęłam i jego też zdzieliłam poduchą. - Hej, tak na marginesie, myślałam, że chłopcom nie wolno wchodzić do żeńskich dormitoriów? - moi "goście" wyszczerzyli się tylko.
- Mamy swoje sposoby. - Blaise uśmiechnął się chytrze. Usiadłam na łóżku. Wybraniec dziwnie na mnie popatrzył.
- Co? - zapytałam.
-Ślinisz się przez sen. - mruknął.
-Hahaha. Taaaakie śmieszne, okularniku. - rzuciłam w niego moją białą bronią, ale jak przystało na zwinnego szukającego, złapał ją w locie. - Mogę się chociaż dowiedzieć, czemu zawdzięczam tę jakże uroczą wizytę? - odpowiedział mi Diabeł:
- Och, to proste. Jest 8.30. Za pół godziny zaczynamy lekcje, a musisz jeszcze pójść coś zjeść. - Udawał dystyngowany ton.
-Cholera - mruknęłam, patrząc na zegarek. Miał rację. - Czemu mnie nie obudziliście wcześniej?! - krzyknęłam, podrywając się na równe nogi.
- Och, szkoda nam cię było. - Malfoy się uśmiechnął. - wyglądałaś tak słodko jak spałaś. A do tego tak uroczo pochrapywałaś.
- Ja nie chrapię! - zawołałam z łazienki. Zrobiłam sobie błyskawiczny makijaż, chyba najszybszy w moim życiu, a włosy związałam w "byle jakiego" koka. Tak naprawdę taki nie był, tylko miał sprawiać takie wrażenie. W szale zaczęłam ściągać bluzkę i spodenki od piżamy, stając przed chłopakami w samej bieliźnie. Ne wstydziłam się ich. Ne dość, że byli moimi przyjaciółmi, to do tego wszyscy mieli dziewczyny. No a Draco był moim kuzynem. W sumie, to cała trójka była dla mnie jak bracia. Zaczęłam grzebać w szafie i wciągać a siebie ciuchy. Założyłam ciemnoniebieskie rurki i nieco ciemniejszą bluzę z flagą Stanów Zjednoczonych. Na nogach miałam buty na wysokim obcasie z tym samym symbolem narodowym. Wsadziłam na noc okulary, co przyniosło mi ulgę, bo w końcu odzyskałam zdolność wyraźnego widzenia, dzięki czemu poczułam, że mam nad wszystkim kontrolę. Dobrałam niewiele dodatków: pierścionek - zegarek i potrójny łańcuszek z patriotycznymi zawieszkami, jak przystało na Angielkę.:    
                      Złapałam torbę z flagą Wielkiej Brytanii i zaczęłam wrzucać do niej trochę pergaminów i dwa pióra. Dzięki zaklęciu zwiększająco-zmniejszającemu mieściło się w niej naprawdę dużo rzeczy.
- Eeeem... Chłopaki, nie mam planu lekcji.- mruknęłam, gapiąc się na podręczniki i nie wiedząc co zabrać.
- Spokojne, Mała. Twoje dobre duchy czuwały i mają dla ciebie plan. Widzisz, jak my o ciebie dbamy? - wyszczerzył się Blaise, podając mi świstek.
-Nie nazywam się "Mała". - powiedziałam, czytając karteczkę. Jak się okazało, większość lekcji mieliśmy z Gryfonami. Gdy wszystkie książki wylądowały już w mojej torbie, wzięłam do ręki różdżkę i wsadziłam ją za pas.
-Moody dał mi kiedyś dobrą radę i teraz dam ci ją ja. - odezwał się Harry, stając tuż za mną. - Nie trzymaj tu różdżki, bo odstrzelisz sobie ten swój zgrabny tyłek. - Odwróciłam się do niego i uniosłam brew.
-Auror powiedział ci, że masz zgrabny tyłek? - wyszczerzył się.
-Nie, ale mówię to tobie ja. - zarumieniłam się delikatnie, za co byłam na siebie trochę zła. Popatrzyłam mu w oczy. Zatonęłam w ich zieleni. Nagle zapragnęłam go pocałować, poczuć go bliżej. Otrząsnęłam się i zaczęłam iść w stronę drzwi.
-Wiesz- rzuciłam przez ramię - wątpię, żeby mój tyłek umiał czarować. - Wyszłam z dormitorium i w zamyśleniu szłam przez pokój wspólny Slytherinu.
- "Co się ze mną dzieje?" - myślałam. Miałam chłopaka, a te uczucia teraz i na peronie... Trochę zaczynałam bać się własnej moralności. A znając życie mój chłopak wcale nie byłby zły za te uczucia.Dean stwierdziłby coś w stylu:
-" To od niedoboru seksu, wracaj, to cię wyleczę."
No cóż... można podchodzić do życia też tak jak on... wyrwałam się z zamyślenia, przywołałam na twarz uśmiech i ruszyłam w stronę Wielkiej Sali na śniadanie. Czekał mnie ciężki dzień.
                                         *     *     *
Pomimo, że tak się spieszyłam na śniadanie, nie byłam w stanie nic przełknąć. Chłopcy wcisnęli we mnie jakimś cudem jajka na bekonie.
-Ochochoch. Czyżby mała Bernadetka była tak nieporadna, że chłopcy muszą ją cały czas pilnować?- odezwał się za mną wysoki, skrzekliwy, wredny głos. Odwróciłam się. Przed oczami miałam wysoką blondynkę o aralskich rysach twarzy, ubraną po prostu jak... dziwkę. Tuż za nią stała podobna do niej, aczkolwiek niższa i drobniejsza, zapewne jej siostra. A z drugiej strony... no cóż. Czarnowłosa wersja blondynki.
Obrzuciłam je krytycznym spojrzeniem.
-No spójrzmy. Trzy wyuzdane lalunie, wyglądające jak panny spod latarni. Niech zgadnę. Parkinson i siostry Greengrass. - Przez ich twarze przetoczyła się fala gniewu.
-Nie pozwalaj sobie Evans. - rzuciła drobniejsza tleniona. Astoria.
-Bo co mi zrobisz? Wlejesz mi płyn do trwałej ondulacji do soku?
-Nawet nie wiesz z kim zadzierasz.- młodsza Greengrasówna podeszła do mnie bliżej. Wstałam instynktownie, nie pozwalając, by nade mną górowała.
- No to może mnie oświecisz? - prychnęłam. Milczała. - Tak myślałam. - mruknęłam, mając w zamiarze zostawić ją za sobą i stąd pójść, lecz nie zdążyłam. Jej pięść wylądowała na mojej twarzy.
- Och ty...- oddałam jej.
- Hopie! Hopie! - Draco próbował przywołać mnie do porządku, ale nie słuchałam go. Byłam zbyt zajęta tłuczeniem tej jej wytapetowanej buźki. Po chwili poczułam jak od tyłu obejmują mnie silne ramiona.
-Zostaw mnie! - krzyknęłam nie zwracając uwagi na mojego "wybawcę". Zaczęłam mu się wyrywać i trafiłam go kilka razy łokciem. - Pokażę tej suce, że mi się nie grozi! - Zauważyłam, że Smok łapie Astorię.
-Malfoy! Puść mnie! Ta szlama zaraz zobaczy, gdzie jej miejsce! Bo na pewno nie w Slytherinie! - Tleniony szarpnął nią.
-To moja kuzynka. -warknął. - nie będziesz jej obrażała, Greengrass. - uśmiechnęłam się do niej triumfująco. Osoba, która mnie trzymała, odwróciła mnie do siebie i mocno objęła tak, że nie mogłam się wyrywać. Wtuliłam się w znajome poczucie bezpieczeństwa i bijące od niego ciepło. Pachniał swoim ciałem, potem i cynamonowym mydłem. Nagle dotarło do mnie jak się zrobiło wokół cicho. Niechętnie wyplątałam się z objęć Wybrańca. Spojrzałam na niego i się załamałam. Mimo mojej woli do oczu napłynęły mi łzy. Zamrugałam szybko, by je przegonić. Chłopak miał podbite oko, zbity nos, z opuchniętej wargi leciała krew, a okulary były zbite.
-Ja ci to zrobiłam?- zapytałam przerażona.
-To nic. Ej. Dobrze się bijesz jak na dziewczynę.- wyszczerzył się i próbując odwrócić moją uwagę. Ale nie udało mu się to. Wyciągnęłam różdżkę i skierowałam ją na oprawki.
-Oculus Reparo.- szepnęłam, a zbite szkło scaliło się. Po moim policzku spłynęła samotna łza.
- Hej. Nie płacz.- powiedział spokojnie i przytulił mnie mocno, a ja jakby na odwrót do jego słów zaczęłam szlochać.
Slytherin- a w nim ja, córka Bellatrix Lestrange i Jonathana Evansa, a właściwie Malfoy'a, osoba, o której wszyscy myślą, że jej matka jest mugolką. Nie wiedzą, że tak naprawdę jest nią Bella. Jeszcze bardziej by mnie potępiali.
   W moim szlochaniu była zawarta cała frustracja, gniew, przerażenie... i uczucia. Do mojego przyjaciela. Do Harry'ego. Miał dziewczynę, a ja mimo to chyba coś do niego czułam. Czy to było normalne...? Chyba nie do końca. Nie powinnam tego czuć. Tym bardziej, że lubiłam Cho.
- Już nie będę.-Obiecałam sobie w duchu. Byłam na siebie wściekła za tę chwilę słabości i te łzy oraz za swoją dwulicowość względem dziewczyny. -Skończę z uczuciami do swojego przyjaciela. - postanowiłam.
Ale póki co chciałam tu jeszcze z nim postać, chciałam tu trwać w jego ramionach i czuć się bezpiecznie.

4 komentarze:

  1. Nie podoba się...? Piszcie, proszę, czy mam coś zmienić, dodać muzykę lub zdjęcia, a może przerobić tekst. Trudno będzie coś z nim zrobić, kiedy się zapędzę i napisze za dużo. :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no.... Extra!! (a wogóle to cześć! Wróciłam!) naprawdę świetny rozdział, chociaż jeśli chodzi o ubiór to uważam, że to połączenie USA i GB to za dużo na jeden raz xD (no ale to tylko moje zdanie) akcja świetna. Podoba mi się ,,romans", który się szykuje. A z tym ubieraniem przy chłopakach... Był tam Harry, mimo że Hope się w nim ,,kocha" hmm... Z własnego doświadczenia wiem, że jak ,,do kogoś czujemy miętę" :D to wtedy się raczej wstydzimy tej osoby.. (O Boże! Czy ubranie pasuje?, czy warkocz jest spleciony idealnie, czy nie jestem gdzieś brudna na twarzy?) Itp... No i takto nie mam żadnych zastrzeżeń (jeśli potraktowałaś to co napisałam jako zastrzeżenia :) Pozdrawiam i ,,lecę" dalej czytać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dziękuję ! :3 Cieszę się, że ci się podoba :D

      Usuń
  3. Hary i Hope !!!! Hary i Hope !!!! lepiej niź Hary i Cho:/ Cho, żal czoto wogule za imię ....?
    Hope boksuje zamiast czarować? heh rozdział bardzo dobry z +

    OdpowiedzUsuń