czwartek, 13 marca 2014

Rozdział 12

Witajcie kochani! Wracam do Was z kolejnym rozdziałem i mam do Was ogrooooomną proźbę. Jeżeli się zapędzę i napiszę za dużo rzeczy, które się Wam nie podobają, nie będę mieć możliwości by to poprawić, więc piszcie co sądzicie. ;)


Ten rozdział chciałabym zadedykować mojej Parabatai.
 To dla Ciebie Gretel <3 xD Za to że wspierasz mnie, w bardzo delikatny sposób sprowadzasz do pionu i jesteś gorsza niż wydawca. :** 
                                     *     *     * 

   Na lekcje dotarliśmy oczywiście spóźnieni. Zanim mój inteligentny mózg pojął, że był dzwonek i trzeba się uspokoić, by iść na transmutację, minęło dobre 10 minut. Doprowadziłam siebie i Harry'ego do stanu używalności i całą czwórką pognaliśmy do klasy. 
   Profesor McGonagall obdarzyła nas surowym spojrzeniem. 
 - Czy mogłabym się dowiedzieć, co tak niezmiernie ważnego zatrzymało Was, że spóźniliście się na pierwszą w tym roku lekcję? I to na MOJĄ lekcję? Potter, chyba nie wdaliście się znowu w jakąś bójkę? - zapytała tonem równie surowy co jej spojrzenie, kiedy dostrzegła, że chłopak ma opuchniętą wargę, pomimo moich magicznych zabiegów. No cóż. Szkoda, że nie umiem leczyć łzami jak feniksy. Wtedy na pewno żadne z nas nie byłoby obolałe po spotkaniu z Greengrassównami. 
- Nie no, pani profesor, no co pani. Po prostu przeżyliśmy po drodze niezłą przygodę. - zaczął z przejęciem opowiadać Wybraniec. - biegliśmy najspokojniej w świecie na tę najwspanialszą lekcję, jaką jest transmutacja.  Nagle ta stojąca tu i przyglądająca się pani z nieskrywanym podziwem panna Hope Bernadetta Evans wysunęła się na prowadzenie, pędząc jak najszybciej i wołając, że nie może spóźnić się na pierwszą lekcję w tym roku. I kiedy właśnie skończyliśmy wbiegać po schodach z parteru na posadzkę korytarza pierwszego piętra, ta wzorowa uczennica potknęła się, a zanim zdążyłem się zorientować, leciałem w dół wraz z nią, aż w końcu wylądowałem twarzą na jej łokciu. Całe dwie minuty zajęło nam pozbieranie się z tej nieoczekiwanej chwili odpoczynku w pozycji poziomej, a piętnaście sekund później przez te oto mahoniowe drzwi wpadliśmy do klasy. A wtedy popatrzyła na nas pani takim surowym wzrokiem - zademonstrował - na sobie spojrzenie nauczycielki - i zapytała nas Pani...
- Wystarczy, Potter. - przerwała mu. - Gdybyś pisał wypracowania jak to sprawozdanie, z całą pewnością mógłbyś liczyć na kilka Wybitnych. - wyszczerzył się. Co jak co, ale zdolności oratorskie to on miał. Pewnie nauczył się tego od Lee Jordana, chłopaka, który komentował mecze quiddicha. Szczerze mówiąc, to stojąc tam, siłą woli powstrzymywałam się od parsknięcia śmiechem. Popatrzyłam na naszych Ślizgonów, którzy cały czas potakiwali i żywo kiwali głowami podczas opowiadania Harry'ego. Zastanawiałam się jakim cudem profesor McGonagall uwierzyła w tą historię. Co prawda Gryfon powiedział prawdę, to jak wyglądała nasza droga z Wielkiej Sali do klasy, ale wygląd jego twarzy wcale nie odpowiadał jego słowom. Był zbyt... poobijany.
- Przypomina jeszcze raz, że po korytarzach nie wolno biegać. A teraz zajmijcie miejsca. - rzuciła sucho psorka. W jej oczach ujrzałam dziwny błysk. Nie do końca mu uwierzyła. Pośpiesznie ruszyliśmy w stronę ławek, by się nie rozmyśliła i nie zaczęła drążyć tematu.
Draco usiadł z Hermioną, która popatrzyłam na mnie lodowatym wzrokiem i zacisnęła usta w wąską kreskę, zupełnie jak McGonnagall na początku. Ostatnie wolne miejsca były w ogromnym skupisku Ślizgonów. Usiadłam więc na jednym z nich, a kilka sekund później obok opadł Blaise, a przed nami Harry. Wyjęłam szybko z torby podręczniki, pergamin i pióro, a zza pasa różdżkę i spróbowałam słuchać pani. Nie wiele mi z tego wyszło, bo usłyszałam za sobą namolny chichot. Obejrzałam się przez ramię i moim oczom ukazał się nie kto inny, jak Dafne Greengrass i Pansy Parkinson. Sweet. Moje "ulubione" koleżanki. Zagryzłam mocno zęby z całych sił starając się je ignorować i skupić na słowach McGonnagall, ale słabo mi to wychodziło. Dobrze wiedziałam co o mnie myślą i gadają na pół szkoły. Temat nr. 1: "Hope Bernadetta, szlama ze Slytherinu, Evans". Miałam ochotę dać im popalić tak jak dałam drugiej małej Greengrassównie.
    Zagryzłam mocno zęby i zaczęłam ciężej oddychać, próbując powstrzymać wzrastającą we mnie białą furię. Tsaaa...powód do terapii grupowej: "mam problemy z hamowaniem agresji". Ale kto by nie miał na moim miejscu?...
   Kątem oka zauważyłam, że Blaise bierze z ławki mój podręcznik. Zaciekawiona co ten półmózg znów wykombinował ( bo przecież miał swój) skierowałam na niego swoją uwagę, przez chwilę ignorując dwie mentalne blondynki z tyłu.
   Diabeł wziął pióro w dłoń i pochylił się nad okładką podręcznika, zasłaniając mi widok na to, co robi. Próbowałam podejrzeć, ale mi się nie udało. Po chwili chłopak wyprostował się z szerokim uśmiechem na twarzy, wyraźnie dumny z siebie. Wyrwałam mu niecierpliwie książkę i spojrzałam na jego dzieło. Na froncie okładki niezwykle ozdobnym pismem pełnym zawijasów, przelał swoje przemyślenia o lekcji. :
"Czary-Mary bans, libacja
Z wody jabol- transmutacja!"
Przeczytawszy to parsknęłam cichym śmiechem. Pomysłowy to on jest, musiałam mu to przyznać.
- Och, Zabini. Jak widzę masz w sobie ten wrodzony dar. Przyciągasz do siebie całą magiczną chołotę. Jak nie ta szlama Granger, to ta biedna Weasley. Biedna zarówno materialnie jak i mentalnie. A teraz szlama Evans... - dobiegł nas zza moich pleców głos Dafne. Tym razem już nie hamowałam białej furii, która zalała mnie dziką falą.
- Zamknij się suko, nie jesteś lepsza. - warknęłam, złapałam ozdobione przez Diabła kompendium wiedzy i rzuciłam jej nim w twarz. Celnie.
-Aua!- wrzasnęła. - Chciała mnie zabić! - ja jednak kontynuowałam.
- Gdybyś choć trochę przestudiowała własne drzewo genealogiczne, wiedziałabyś, że Ginny jest twoją daleką kuzynką. Ja niestety też, czego bardzo żałuję. W gruncie rzeczy jesteś też spokrewniona z Grangerami i w tym miejscu składam Hermionie najszczersze kondolencje i głębokie wyrazy współczucia. - zamilkłam w końcu, oddychając ciężko. Zauważyłam, że cała klasa dziwnie się na mnie patrzy. Ślizgoni z wyjątkiem Draco i Blaise'a z lekkim wyrzutem, nie mieściło im się widocznie w głowach jak jeden z nich może bronić szlam. Za to Gryfoni z uznaniem. Wyraźnie spodobał im się mój wybuch. 
    Spojrzałam na Hermionę. Przez chwilę patrzyła na mnie ciplej, jednak zaraz wróciła do swojej oziębłości. Nie wiedziałam czemu. Przecież byłam po jej stronie, a nie tych wszystkich arystokratów czystej krwi, którzy nadal szykanowali ją i jej pochodzenie, pomimo jej związku z moim kuzynkiem.
   Usłyszałam za plecami szybkie kroki nauczycielki.
- A co tu się dzieje? - zapytała podniesionym głosem.
- To jej wina! Chciała mnie zabić! Rzuciła mi w twarz tym podręcznikiem! A gdyby, co najgorsze, złamała mi nos?! - wrzeszczała Dafne wymachując moją książką.
- Już proszę się uspokoić, panno Greengrass. - McGonnagall jak zwykle była opanowana. Wzięła do ręki
Nieszczęsne tomiszcze do transmutacji i zerknęła na okładkę. W mojej głowie pojawił się wielki napis "O-ooo".
-A cóż to za napis na książce przedmiotowej?- Parkinson, jak przystało na "grzeczną" dziewczynkę, nie omieszkała zacytować wierszyka. Klasa ryknęła śmiechem.
-Panno Evans, czy to pani dzieło?
-No co pani. - Blaise poderwał się szybko, gdy już otwierałam usta, by wziąć na siebie całą winę. - To akt mojego przypływu weny. Czysty geniusz, prawda?- psorka nic mu nie odpowiedziała. 
-Panna Evans za swoją niesubordynację i agresję podczas lekcji traci 5 punktów swojego domu. Za to Pan Zabini traci 5 punktów za swój akt artyzmu.
-Jeah! Wiedziałem, że pani to doceni! Dziękuję! - Diabeł wygłupiał się dalej.
-Ponadto - kontynuowała - oboje odbędziecie szlaban u profesora Regulusa. - Zabini zamilkł. Szlaban go już tak nie cieszył jak pojechanie arystokratom.
   W ciszy usiedliśmy na swoich miejscach i od tej pory lekcja przebiegała pomyślnie. Greengrass i Parkinson nie śmiały się do mnie odezwać. Może bały się, że połamię im nosy moim artystycznym podręcznikiem... Tak czy siak, to bardzo dobrze, że siedziały cicho, bo przynajmniej miałam spokój. Tymbardziej, że transmutacje mieliśmy dwie pod rząd.
   Przeszliśmy później do zadań praktycznych. Mieliśmy w ramach powtórzenia z poprzedniej klasy, zamienić dzbanek w kota. Ucieszyłam się to zaklęcie opanowałam do perfekcji, wyczarowywując w wakacje małych przyjaciół dla Snake'a, tego samego kociaka, którego stworzył dla mnie Dumbledore tego pamiętnego dnia, gdy dowiedziałam się kim jestem.
   Ledwie profesor McGonnagall zdązyła powiedzieć "Do dzieła", na pulpicie przedemną stał wielki,szary, prążkowany kocur. Moja ręka wystrzeliła w górę, by psorka zaakceptowała moją pracę. Kilka sekund po mnie zgłosiła się Hermiona. Jednak McGonnagall była już przy mojej ławce i podziwiała mojego futrzaka.
- Bardzo dobrze panno Evans, 10 punktów dla Slytherinu. - uśmiechnęłam się szeroko. Minerwa nie była już tak oschła, a dzięki temu, że tak dobrze mi poszło, istniało prawdopodobieństwo, że puściła w niepamięć mój wybryk i przypływ weny Blaise'a.
   Jakby czytała mi w myślach, spojrzała w stronę Diabła.
- Zabini, ty masz zamienić ten dzbanek w kota a nie dziugać go różdżką.
-Ależ pani profesor, czy wzięła pani pod uwagę, iż ten dzbanek może mieć ochotę na akupunkturę i tajski masaż? - wyszczerzył się. Zachichotałam pod nosem. Tymczasem psorka podeszła do Gryfonki i przydzieliła jej 5 punktów.
   Nie ma co - pomyślałam, zmieniając kota z powrotem w dzbanek - z takim przyjacielem u boku zapowiada się wesoło. Spojrzałam w stronę Draco i jego dziewczyny. Posłała mi zjadliwe spojrzenie, widocznie mając pretensje, że mój kot okazał się lepszy. 
   Ten rok będzie wspaniały. - postanowiłam. - i nic mi go nie zepsuje.

3 komentarze:

  1. Hahah :D uśmiałam się jak nie wiem co! Podoba mi się cięty język Hope! Jak ona rzuciła tym podręcznikiem (z tym napisem Diabła) to sobie pomyślałam, że może ten napis się trochę odbił na czole ,,koleżanki"?? :D nie mam żadnych zastrzeżeń! Tak trzymaj! :D
    Ucałowanią od Panny Wizzly xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całą pewnością piętno na czole pozostało :D Dziękuję ! :*

      Usuń
  2. Dzienki jestem cały w kawie :/ nauczka na przyszłość nie czytać twojego opowiadania jak się pije bo co chwilę czeba się śmiać ;D

    OdpowiedzUsuń