-Witam pani Evans - parsknęłam cicho pod
nosem - Czy coś nie w porządku? Z naszych danych wynika, że jest pani Hope
Bernadetta Evans. Czyżbyśmy się pomylili? - Mimo rzeczowego tonu, w jego oczach
pozostawały figlarne iskierki.
- No nie. Faktycznie. Jestem Hope Evans.
Drugie imię moglibyśmy tu pominąć. Ale pani Evans? Per "pani" to się
ludzie zwracają do mojej mamy. Ja jestem po prostu Hope. Proszę mi mówić po
imieniu.
- No dobrze - staruszek przystał na moją
propozycję - Więc... Hope. Muszę z tobą porozmawiać. Chodzi o twoją rodzinę, o to
kim jesteś - Posłał znaczące spojrzenie w stronę Dean'a, chcąc dać mi do
zrozumienia, że to ma być rozmowa w cztery oczy.
-Och. A, tak - zaczęłam się jąkać,
zastawiając się o co w tym wszystkim chodzi.
- Dean? - odwróciłam się do niego.
- Hę? - mruknął.
- Może byś sobie już poszedł? -
zasugerowałam.
- Ale... - chciał coś powiedzieć, lecz
nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Ogarnij się, przecież nie zgwałci mnie
osiemdziesięcioletni staruszek! Bez urazy - rzuciłam w stronę srebrnego gościa
- Więc chodź. Ja cię odprowadzę do drzwi, a Pan tu poczeka -Pociągnęłam
chłopaka w stronę wyjścia.
Stanęliśmy w przedpokoju tak, że chłopak opierał się o ścianę przy
drzwiach, a ja stałam naprzeciw niego.
-Hope. Jest pierwszy dzień ferii. Twoich
rodziców chwilowo nie ma... mieliśmy spędzić ten dzień razem. Mięliśmy zacząć
te wolne w wyjątkowy i miły sposób -Zaczął robić mi wyrzuty półgłosem - A tu
nagle pojawiał się jakiś zupełnie obcy ci facet...
-Wiem -przerwałam mu. Nie chciałam
słuchać jego zdania na ten temat. Było mi z tym dziwnie, kiedy próbował mi coś
wytłumaczyć. Zachowywał się wtedy jakby chciał mi to narzucić, zmusić mnie do
przyswojenia sobie jego toku myślenia -Przepraszam - uśmiechnęłam się uroczo,
robiąc przy tym oczy jak szczeniaczek i splatając jego palce ze swoimi -
Wynagrodzę ci to - mruknęłam słodkim głosem, stanęłam na palcach i pocałowałam
go lekko w usta. Oddał mi pocałunek, przyciągając mnie lekko do siebie.
Oderwaliśmy się od siebie po paru minutach.
-Uważaj na siebie - wyszeptał mi do ucha,
przytulając mnie mocno.
-No raczej ty -prychnęłam i wypuściłam
go na dwór, wpuszczając chłód zimy do środka.
Poszłam do kuchni. Niespodziewany gość siedział przy stole. Stały przed
nim dwie filiżanki i dzbanek z parującą cieczą.
-Oh... nie musiał pan... - zdziwiłam się
lekko. Przecież wcale nie było mnie tak długo, zaledwie parę minut. Jak on
zdążył tak szybko zrobić tę herbatę? -Więc... kim pan jest? - zapytałam po
chwili ciszy.
- Nazywam się Albus Dumbledore. I jestem
tu po to, by powiedzieć ci, że jesteś czarownicą. -Zrobiłam wielkie oczy.
- O ja cież pierdzielę. - zdołałam tylko
wykrztusić.

Rozdział genialny :) "Ogarnij się, przecież nie zgwałci mnie osiemdziesięcioletni staruszek! " - <3 4ever czekam następną notkę
OdpowiedzUsuńdziękuję ! cieszę się, że nie zwiałaś widząc to wszystko :3 <3 a notatka będzie jak najszybciej :*
OdpowiedzUsuńświetny *.* Zakochałam sie w opowiadaniu :*
OdpowiedzUsuńdziękuję :* Miło wiedzieć, że komuś się podoba :3 ♥
UsuńBoskie pisz dalej
OdpowiedzUsuńdziękuję. Miło usłyszeć coś miłego z ust Pani Profesor :3 :*
UsuńYAY to naprawę dobre jest 8D
OdpowiedzUsuń