Na początku myślałam, że ktoś sobie jaja ze mnie po prostu robi.
-Przysłali pana rodzice, czy moi znajomi? - zapytałam, kiedy przestałam już mrugać powiekami i się śmiać.
- Nie. Mówię jak najbardziej poważnie - zaczął mi opowiadać co nieco o tym wszystkim. Przedstawił się jako profesor Albus Dumbledore, dyrektor szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. To wszystko wydało mi się takie... dziwaczne. No bo proszę Was, czarodziej siedzący najspokojniej w świecie w mojej kuchni i popijający herbatkę?! Chociaż z drugiej strony, tak w głębi serca chciałam, żeby toi była prawda. Zawsze czułam się inna od reszty rówieśników...
Profesor opowiedział mi jeszcze czego uczą się uczniowie w jego szkole. Zaczął mi również opowiadać, że zazwyczaj do każdego młodego czarodzieja przychodzi list z Hogwartu, taki sam, jak ten mój - tu wręczył mi grubą zapieczętowaną kopertę w stylu tych średniowiecznych.
- No tak, ale... powiedział pan, że każdy dostaje list mając 10 lat. Więc czemu ja dostaję go, mając 16? - Hello, czy to nie jakieś 6 lat za późno? - przemknęło mi przez głowę. Wtedy profesor wytłumaczył mi całą historię o gościu, o pseudonimie Voldemort, który był wielkim postrachem wszystkich, związanych ze światem magii. No i w sumie powinien być też naszym postrachem, bo chciał wyplenić Mugoli, czyli nie-czarodziejów. W każdym razie nie będę tu teraz streszczać całej tej historii. Powiem tylko tyle, że Voldzio był po prostu strasznym popaprańcem. Reszty dowiecie się z ksiąg magii czy jakichś takich innych. Ponieważ Ten-którego-0imienia-nie-wolno-wymawiać (tak wszyscy go nazywają) grasował po ziemi i werbował czarodziei czystej krwii do swoich szeregów, w końcu zapukał i do naszych drzwi. Najwyraźniej rodzice go spławili, przeprowadzili się i zmienili nazwiska na mugolskie. Ukryli także mnie, żebym nie miała nic wspólnego z tym światem i żebym była bezpieczna. Dopiero parę miesięcy temu była wilka bitwa i wszyscy pokonali Sami-wiecie-kogo. W końcu było bezpiecznie.
-Ale profesorze - odezwałam się zachrypniętym głosem, kiedy skończył mi opowiadać tą historię -Jak mam przyjść uczyć się w Hogwarcie, skoro pierwsza klasa ma po 10, a ja 16 lat? To nie normalne.
-Po wojnie, konkretnie drugiej, razem z profesorami postanowiliśmy zmienić nieco zasady - wytłumaczył mi - List otrzymuje się mając 13 lat i do Hogwartu uczęszcza przez kolejne siedem, aż w końcu kończy się go mając 19-20 lat.
- Ale... dlaczego? - zapytałam zdziwiona.
- Wiesz drogie dziecko... czasem błędy ludzie popełniają z powodu swojej niedojrzałości lub tego, że za wcześnie musieli odłączyć się od rodziców. Postanowiliśmy więc, że zanim młodzi czarodzieje przybędą do Hogwartu, muszą mieć więcej czasu, by dojrzeć - pokiwałam głową na znak, że rozumiem.
- No więc oni 13, ja 16. To nadal dziwne - nie wiedziałam jak ująć to w słowa. Jednak mój niespodziewany gość pokiwał tylko głową.
-Dlatego powiadamiamy cię teraz. Do początku przyszłego roku zostało ci 9 miesięcy. Jeżeli zechcesz uczęszczać do naszej szkoły, zapewniam cię, że będą to bardzo ciężkie miesiące, ale przez ten czas wpoimy ci informacje i lekcje, które straciłaś. Nadrobisz stracone trzy lata nauki i we wrześniu zaczniesz uczęszczać do czwartej klasy Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie - Pokiwałam głową.
-Zgadzam się - powiedziałam
super
OdpowiedzUsuńBoskie zakochałam sie w tej książcze
OdpowiedzUsuńTo miłe ♥ Dziękuję :*
UsuńPisz dalej
OdpowiedzUsuńMasz to jak w banku :*
UsuńSpoko wymyślone z tym wiekiem przyjmowania uczniów.
OdpowiedzUsuń