Wrzesień nadszedł szybko. Można by nawet
powiedzieć, że za szybko. Przez większość roku siedziałam u wujostwa i
nadrabiałam zaległości. Może i to zabrzmi pusto, ale chciałam być najlepsza.
Jakimś cudem z materiałem z trzech klas uwinęłam się w miesiąc, więc uczyłam
się tego z czterech dalszych, a potem jeszcze uzupełniałam tę wiedzę. W wakacje
wygłupiałam się z Draco, Blaisem oraz jego świetną dziewczyną, Ginny, w
basenie. Ginn była absolutnie genialna. Uwielbiałam ją. Zdążyłyśmy się zaprzyjaźnić
przez te trzy tygodnie, kiedy u nas przebywali, przez resztę lata zaś
wysyłałyśmy sobie listy. Z Blaisem też się zaprzyjaźniłam i ku zgrozie kuzynka,
jak najbardziej byłam za tym, żeby Diabeł podokuczał trochę Smokowi.
U moich rodziców też byłam parę razy, ale nie spotkałam się z moimi
mugolskimi przyjaciółmi. Nie mieli czasu. Ale powiadomiłam ich, żeby zostawiali
listy do mnie mamie ( wiecie, że czary sprawiają, że telefony wariują i nie
można się nigdzie dodzwonić...? ) i tak robili. To znaczy robiła. Moja
przyjaciółka, Cheryl. Z czasem... wyjaśniłam jej wszystko, a podczas naszego
jedynego spotkania udowodniłam. Wiedziąłam, że mogę jej ufać i nie zawiodłam
się.
W każdym razie była niedziela, pierwszy września, a ja biegałam po
Malfoy Manor, zbierając swoje rzeczy, których zapomniałam spakować poprzedniego
wieczoru. Zmieniłam się przez te wakacje. Moje kształty się zaokrągliły,
prawdopodobnie od tego, że w końcu jadłam o regularnych godzinach. Przycięłam
nieco włosy, tak, że nie kończyły się już taką platyną, tylko schodziły od
czarnych do brązowych. Nadal były bardzo długie, poskręcane sięgały pasa.
- Hopie! - Dobiegł mnie głos kuzynka. Jak
zawsze zdrabniał moje imię, co było absolutnie urocze. Aczkolwiek Blaise miał
rację. Smok był zdecydowanie nadopiekuńczy.
- Gotowa? - zapytał stawając w drzwiach
mojego pokoju. Pokiwałam głową. Złapałam czarną torbę z krótkimi uszami oraz
dopiętym długim paskiem i przewiesiłam ją za niego przez ramię, tak, że zwisała
do połowy uda. Spojrzałam na siebie w lustrze. Byłam ubrana w beżowe,
cieniowane rurki i delikatną blyzkę na ramiączka, zrobioną z falbanek, doraną
kolorystycznie. Ponieważ było chłodno, na ramiona zarzuciłam nieco ciemniejszy,
długi sweterek, którego nie dało się zapiąć. Między piersiami połyskiwał mi
srebrny wisiorek, a w uszach długie, wiszące kolczyki. Z kolei przy każdym
gwałtownym ruchu ręki pobrzękiwały mi cienkie bransoletki od kompletu. Na
nogach miałam już czarne, sznurowane buty na wysokim obcasie. Odwróciłam się od
swojego odbicia. Jak najbardziej byłam gotowa.
Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do dużego, czarnego SUV-a. Wujek Lucjusz
prowadził. Wyglądał za kierownicą tak irracjonalnie, dziwacznie. Nie pasował do
tego widoku, tak jak nie pasował do miana tego dobrego wujaszka. Ale nie był
takim zimnym i podłum człowiekiem, na jakiego wyglądał. No ale nie będę
narzekać. W końcu mieliśmy podwózkę i nie musieliśmy ryzykować, że będziemy
paradować po pociągu Express-Hogwart, utytłani sadzą. Przez chwilę jechaliśmy w
ciszy. Po jakimś czasie wyjęłam z torebki iPoda, wsadziłam słuchawkę w ucho, a
drugą dałam tlenionemu i puściłam muzykę. Resztę drogi spędziliśmy podrygując,
podśpiewując i wygłupiając się, a ciocia Narcyza śmiała się z nas pod nosem.
W końcu dojechaliśmy na stację, postawiliśmy kufry na wózkach, a Snakie
siedział w mojej torebce. Tak, wiem, to dziwne, że kot dobrowolnie wchodzi do
torby, ale mój już taki był...
Ustawiliśmy się pod ścianą, oddzielającą
perony dziewiąty i dziesiąty. Wzięłam głęboki wdech. Wiedziałam co się stanie.
Już to nawet robiłam. Ale mimo wszystko denerwowałam się. Co jeśli nagle uderzę
w mur? Nie pozwoliłam sobie na takie myśli. Przybrałam na twarz maskę pewności
siebie i ruszyłam zdecydowanym krokiem na kamienną ścianę. Zamknęłam oczy.
Kiedy otworzyłam je ponownie, byłam już po drugiej stronie. Zaraz za mną
pojawił się mój kuzynek i wujostwo.
Ruszyliśmy w stronę pociągu. W jednym z wagonów umieściliśmy bagaże.
Następnie znów wyszliśmy na zewnątrz. Poznaliśmy się z państwem Malfoy'ami, by
nie zabierać im więcej czasu. Dalej już
sobie poradzimy. Chwilę po tym, jak nas opuścili, kawałek dalej zauważyłam
znajomą, rudę czuprynę. Ginny. A obok niej...
- Harry! - zawołałam rzucając mu się
szyję. Objął mnie w tali i przyciągnął do siebie.
- Hej, Okularnik. Wyżej te rączki -
Malfoy Jr. Przybrał niemiły ton głosu. Mój przyjaciel położył mi ręce niemalże
na łopatkach - Bardziej z tyłu, Potter - Ślizgon nie dawał za wygraną.
Zachichotałam. Odsunęłam się od Gryfona, niechętni porzucając jego zapach,
bliskość i poczucie bezpieczeństwa, które mi dawał. Zastanowiłam się nad tym.
Jeszcze nigdy się tak nie czułam... Te uczucia mnie zdziwiły. Wypchnęłam je ze
swoich myśli.
- Harry Jamesie Potterze! Jak śmiałeś nie
wysłać żadnej sowy przez tak długi czas! Czy zdajesz sobie sprawę jak bardzo
się o ciebie martwiłam?! Tylko i wyłącznie dzięki Ginny nie oszalałam! -
ryknęłam, a paczka moich najbliższych przyjaciół się zaśmiała.
- Em... No... bo... Eeee... Ja....
Przepraszam? - wyjąkał i zrobił minę zbitego szczeniaczka. Westchnęłam.
- Znaj moją łaskawość, wybaczam ci -
wyszczerzyłam się. Przybiłam mu żółwika. Rozejrzałam się po paczce otaczających nas osób. Był tam rudy, wysoki chłopak, w którego urodzie dostrzegłam pewne podobieństwo do mojej przyjaciółki. Domyśliłam, że to Ron, jej brat. No i kumpel Harry'ego. Ramienia rudzielca była uwieszona dosyć ładna blondynka z włosami zaplecionymi w dwa warkocze i różową bandanę zawiązaną na czubku głowy. Miała rumiane policzki i śliczny niebieski sweterek. To musiała być Lavender. Ale nie wyglądała mi na taką zołzę, na jaką kreowała ją Ginny. Za plecami Harry'ego zaś dostrzegłam drobną, niewysoką, gustownie ubraną dziewczynę o azjatyckich rysach. Cho. Dziewczyna Pottera. Dopiero po chwili ogarnęłam, że większość z nich dziwnie na mnie patrzy.
- Oooooo... hej Jestem Hope - przedstawiłam się - Może nie wiecie, ale Harry udzielał mi lekcji ze współczesnej magii i II wojny, więc... - zawiesiłam głos. Zrozumieli. Zaśmiali się wszyscy. Nawet Cho. Od strony Draco doszło do moich uszu prychnięcie. Odwróciłam się do niego z przesłodzonym, aczkolwiek wrednym uśmieszkiem, gotowa rzucić jakąś ripostę. Jednak to nie on wydał ten dźwięk. Moim oczom ukazała się szczupła, średniego wzrostu, ciemna blondynka. Trzymała kuzynka za rękę. Dopiero po chwili dotarło do mnie kto to może być.
- Ty pewnie jesteś Hermiona - zaczęłam miło.
- Owszem Hope - w jej głosie nie było słychać ani krzty sympatii.
' Okaaaaaaay... - pomyślałam - nie wiem co zrobiłam, ale może będzie lepiej...'
Wsiedliśmy do pociągu i zajęliśmy miejsca. Gryfonka za wszelką cenę starała się odciągać ode mnie Smoka. I udawało jej się to. Pociąg ruszył. Zaczęłam się zastanawiać o co jej może chodzić. Cały czas była dla mnie wredna i niemiła. Po kilku godzinach jazdy znużyło mnie to i wyszłam z przedziału, w którym stłoczyła się nasza paczka. Jeszcze raz przywołałam w głowie widok dziewczyny.
- Coś mi się wydaje, że się nie polubimy - mruknęłam.
- Oooooo... hej Jestem Hope - przedstawiłam się - Może nie wiecie, ale Harry udzielał mi lekcji ze współczesnej magii i II wojny, więc... - zawiesiłam głos. Zrozumieli. Zaśmiali się wszyscy. Nawet Cho. Od strony Draco doszło do moich uszu prychnięcie. Odwróciłam się do niego z przesłodzonym, aczkolwiek wrednym uśmieszkiem, gotowa rzucić jakąś ripostę. Jednak to nie on wydał ten dźwięk. Moim oczom ukazała się szczupła, średniego wzrostu, ciemna blondynka. Trzymała kuzynka za rękę. Dopiero po chwili dotarło do mnie kto to może być.
- Ty pewnie jesteś Hermiona - zaczęłam miło.
- Owszem Hope - w jej głosie nie było słychać ani krzty sympatii.
' Okaaaaaaay... - pomyślałam - nie wiem co zrobiłam, ale może będzie lepiej...'
Wsiedliśmy do pociągu i zajęliśmy miejsca. Gryfonka za wszelką cenę starała się odciągać ode mnie Smoka. I udawało jej się to. Pociąg ruszył. Zaczęłam się zastanawiać o co jej może chodzić. Cały czas była dla mnie wredna i niemiła. Po kilku godzinach jazdy znużyło mnie to i wyszłam z przedziału, w którym stłoczyła się nasza paczka. Jeszcze raz przywołałam w głowie widok dziewczyny.
- Coś mi się wydaje, że się nie polubimy - mruknęłam.

Hej to ja :D (Panna Evans) ale piszę z drugiego meila ;* sorki że mnie tak dawno tu nie było, ale warunki pogodowe i przebywanie na wsi, nie ułatwia korzystania z neta :/ no, ale już jestem! :D i po pierwsze: rozdział jest megaextrasuperfajnistyczny(moje słowo xD) i baaardzo intrygujący, czyżby Hope spodobał się Harry? Czy Hope i Hermiona będą sobie dogryzać i co będzie z Cho? Czy może Hope i Miona się pogodzą? I o co chodzi Mionie że Smokiem?? (być może nie pamiętam niektórych wątków, które by odpowiedziały na część pytań, ale do tego wrócę ;]) Według mnie rozdziały już są perfekcyjne :D Pozdrawiam i życzę weny i... Idę dalej czytać :D Buziaczki :*** ~Panna Weasley (Evans)
OdpowiedzUsuńdziękuję :* Heheh... nie mogę spojlerować co się będzie działo, ale gwarantuję, że odpowiedzi na niektóre pytania dostaniesz już niedługo. :3 :**
OdpowiedzUsuńPisz dalej
OdpowiedzUsuńok :) Dziękuję :*
UsuńAle zgrana paczka :D
OdpowiedzUsuń