Na wstępie chcę powiedzieć, że tata Hope nie jest postacią, którą znajdziecie w książce. Jest to inna osoba, którą sama stworzyłam na potrzeby tej opowieści. Dodatkowo historia opisana w tym rozdziale także jest stworzona przeze mnie i wpleciona w losy bohaterów "Harry'ego Potter 'a"
* * *
No i super. Nie dość, że właśnie dowiedziałam się, że jestem czarownicą i będę robić takie fiubździu z różdżką, to jeszcze dobili mnie newsem, że moja matka tak naprawdę nią nie jest.
-Hmm... No to może powiesz mi kto jest moją matką? Dlaczego nie było jej przy mnie przez te wszystkie lata? Dlaczego jestem czarownicą? Czemu nic o tym nie wiedziałam? - pytania wypłynęły ze mnie gwałtowną falą. Nic z tego nie rozumiałam. Wszystko było Okay przez taki długi czas, przeżyłam spokojnie 16 lat. A teraz? Nie wiedziałam dlaczego teraz nagle wszystko wywróciło się do góry nogami.
-Wiesz... twoja matka... - zaczął ojciec - Poznaliśmy się, jak większość czarodziejów, w Hogwarcie. Chodziliśmy do szkoły w tym samym czasie. Oboje należeliśmy do Slytherinu - jego oczy zaszły mgłą na miłe wspomnienie przeszłości - Była ode mnie o rok młodsza. Mimo to spotykaliśmy się. I naprawdę się kochaliśmy. Ale potem... młoda panna Black zmieniła się po ukończeniu szkoły. Już nie była taka niewinna... Znienawidziła mugoli, zaczęła gadać o czystości krwi. Mimo to kochałem ją. Zaszła w ciążę. Podczas porodu wystąpiły komplikacje. Zdołali cię uratować, ale już nigdy nie mogła mieć dzieci - oczy mu teraz pociemniały. Zrozumiałam, że to pod wpływem przykrych wspomnień - Po tym... zmieniła się jeszcze bardziej. Jej wcześniejsze wywody o czystości krwi, teraz stały się jakby poważniejsze. Zaczęła brać to na poważnie. W końcu na naszej drodze pojawił się Tom Riddle. Skusił nas swoimi obietnicami o lepszym życiu. A mnie tak naprawdę skłoniło do tego to, że... będę blisko niej.
Czarny Pan wyrył nam mroczne znaki. Byliśmy od tamtej pory już jego oficjalną świtą, jego Śmierciożercami. A moja ukochana... zaczęła popadać w obłęd. Stawała się zła. Bawiła cię cierpieniem innych. To nie była ta dziewczyna, w której na zabój zakochałem się w szkole. Potem pojawiła się przepowiednia. O tobie. Słowa pełne bólu, śmierci. Nie chciałem tego dla ciebie. Nie chciałem, byś żyła tak jak my w tamtej chwili - podwinął rękaw koszuli. Zauważyłam tam dziwną bliznę, której pochodzenia tyle razy się zastanawiałam - zabrałem cię stamtąd - kontynuował - żeby cię uchronić przed tym światem. I obiecałem sobie, że nigdy już z nim się nie zetkniesz.
Uciekłem. Jak zwykły tchórz. Zostawiłem ją tam z tymi problemami. A ona zwariowała tam z nimi. Oszalała. Zgorzkniała, bo nie mogła mieć więcej dzieci.
Wiem, że potem wyszła ponownie za mąż. Ten facet... Rudolf chodził z nami do szkoły. Był z mojego rocznika, też ze Slytherinu... - pomimo, że minęło tyle lat, a on był teraz z inną kobietą, na jego twarzy wciąż się malował ból na myśl o tych wydarzeniach.
-Tato... - chciałam coś powiedzieć. Już nie czułam takiego gniewu. Chciałam go tylko pocieszyć. Ale nie dał mi nic powiedzieć.
-Odciąłem się od tego świata - kontynuował - Jedynym co łączyło mnie z przeszłością, byłaś ty. Jedyne, co pozostało mi po kobiecie mojego życia... Usunąłem nawet mroczny znak.
-Tato... - zaczęłam głośniej - Kim była moja matka? - podniósł na mnie wzrok. Zamyślił się na chwilę.
-Twoja matka... - zaczął - nazywa się Bellatrix Lestrange.

wiedziałam, wiedziałam xD świetnie piszesz. Postaraj się nie robić literówek a wszystko będzie w porządku :)
OdpowiedzUsuńdziękuję :*
UsuńBOSKIE PISZ DALEJ PROSZE!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńdziękuję :*
UsuńBellatrixśunia :> zawsze lubiłem ten jej powalony styl bycia.
OdpowiedzUsuń